Zapytaj swoich najbliższych, do czego ich zdaniem masz talent, kiedy i w czym ich zaskoczyłeś, swoją pomysłowością, pozytywną reakcją, czymś co samodzielnie wykonałeś. Zdanie na nasz temat kogoś, kto stoi obok, może okazać się na wagę złota. 5. Zrób test 16 osobowości. W Internecie znajdziesz sporo testów, większość zDrodzy Bracia i Siostry, dzień dobry! W tę przedostatnią niedzielę roku liturgicznego Ewangelia przedstawia nam przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30). Pewien człowiek, zanim wyruszył w podróż, przekazuje swoim sługom talenty, które były w tym czasie monetami o znacznej wartości: jednemu słudze daje pięć talentów, drugiemu dwa, a innemu jeden talent, zależnie od zdolności każdego z nich. Sługa, który otrzymał pięć talentów, był przedsiębiorczy i puścił je w obieg, przez co zyskał kolejnych pięć. W ten sam sposób zachował się sługa, który otrzymał dwa talenty, i zdobył kolejne dwa. Natomiast sługa, który otrzymał jeden talent, wykopał dołek w ziemi i ukrył tam monetę swojego pana. Ten właśnie sługa wyjaśnia swemu panu po jego powrocie motyw swego działania, mówiąc: «Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzie nie rozsypałeś. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi» (ww. 24-25). W stosunku tego sługi do pana nie ma zaufania, ale się go boi, i to go blokuje. Strach zawsze paraliżuje i często sprawia, że podejmujemy błędne decyzje. Strach zniechęca do podejmowania inicjatyw, skłania do uciekania się do rozwiązań bezpiecznych i gwarantowanych. W ten sposób dochodzi do tego, że nie czynimy nic dobrego. Aby iść naprzód i rozwijać się na drodze życia, nie należy się lękać, trzeba mieć ufność. Przypowieść ta pomaga nam zrozumieć, jak ważne jest posiadanie prawdziwej idei Boga. Nie powinniśmy myśleć, że jest On niedobrym, bezwzględnym i surowym panem, który chce nas ukarać. Jeśli mamy w sobie taki fałszywy obraz Boga, to nasze życie nie może być owocne, ponieważ będziemy żyli w strachu, a ten nie doprowadzi nas do niczego konstruktywnego, co więcej, strach nas paraliżuje, niszczy nas. Jesteśmy wezwani do refleksji, aby odkryć, jaka jest naprawdę nasza idea Boga. Już w Starym Testamencie Bóg objawił się jako «Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność» (Wj 34, 6). A Jezus zawsze nam ukazywał, że Bóg nie jest panem surowym i nietolerancyjnym, ale ojcem pełnym miłości, czułości, ojcem pełnym dobroci. Dlatego możemy i musimy mieć do Niego ogromne zaufanie. Jezus na wiele sposobów ukazuje nam wielkoduszność i troskliwość Ojca: poprzez swoje słowa, swoje gesty, swoją otwartość na wszystkich, zwłaszcza grzeszników, ubogich i maluczkich — jak to nam przypomina dzisiaj Pierwszy Światowy Dzień Ubogich. Ale także swoimi przestrogami, które ujawniają Jego troskę, abyśmy nie marnowali bezużytecznie naszego życia. Jest to w istocie znak, że Bóg ma dla nas wielki szacunek; ta świadomość pomaga nam być osobami odpowiedzialnymi w każdym naszym działaniu. Dlatego przypowieść o talentach przypomina nam o osobistej odpowiedzialności i o takiej wierności, która staje się także zdolnością do nieustannego wyruszania na nowe drogi, nie «zakopując talentu», to znaczy darów, które powierzył nam Bóg i z których nas rozliczy. Niech wstawia się za nami Najświętsza Dziewica, abyśmy byli wierni woli Boga, i starali się, aby owocowały talenty, którymi nas obdarzył. W ten sposób będziemy przydatni dla innych i w ostatnim dniu zostaniemy przyjęci przez Pana, który zaprosi nas do udziału w Jego radości. Po modlitwie «Anioł Pański» Papież powiedział Drodzy bracia i siostry! Wczoraj w Detroit, w Stanach Zjednoczonych Ameryki został beatyfikowany Franciszek Solano, kapłan z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Pokorny i wierny uczeń Chrystusa, wyróżniał się niestrudzoną posługą ubogim. Niech jego świadectwo pomaga kapłanom, zakonnikom i świeckim doświadczać radości z głoszenia Ewangelii w połączeniu z miłością do ubogich. Na to właśnie chcieliśmy zwrócić uwagę przez dzisiejszy Światowy Dzień Ubogich, który w Rzymie i w diecezjach świata wyraża się w wielu inicjatywach modlitewnych i dzielenia się z innymi. Mam nadzieję, że ubodzy będą w centrum naszych wspólnot nie tylko w chwilach takich jak ta, ale zawsze; ponieważ oni są w sercu Ewangelii, w nich spotykamy Jezusa, który do nas przemawia i stawia nam wzywania poprzez ich cierpienia oraz ich potrzeby. Pragnę dzisiaj wspomnieć szczególnie społeczności żyjące w bolesnej nędzy z powodu wojny i konfliktów. Dlatego ponawiam stanowczy apel do wspólnoty międzynarodowej o podjęcie wszelkich możliwych wysiłków na rzecz pokoju, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Szczególną myśl kieruję do umiłowanego narodu libańskiego i modlę się o stabilność w tym kraju, aby mógł być nadal «przesłaniem» szacunku i współżycia dla całego regionu i dla całego świata. Modlę się również za członków załogi argentyńskiego okrętu podwodnego, który zaginął bez śladu. Dzisiaj przypada także Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych, ustanowiony przez ONZ. Wspieram instytucje publiczne działające na rzecz prewencji i zachęcam kierowców do roztropności oraz przestrzegania zasad, co jest pierwszą formą chronienia siebie i innych. Pozdrawiam was wszystkich — rodziny, parafie, stowarzyszenia i poszczególnych wiernych, którzy przybyliście z Włoch i wielu stron świata. (...) Życzę wszystkim udanej niedzieli. I proszę, nie zapomnijcie modlić się za mnie. Dobrego obiadu i do widzenia! opr. mg/mg Jak namalować Boga? - Kazanie dla dzieci na Uroczystość Uroczystość Najświętszej Trójcy A (Trójcy Świętej, Trójcy Przenajświętszej) rok A 2023Czy da się zoba Przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30) To historia o człowieku, który wyruszał w podróż i wezwał do siebie swoje sługi, by każdemu dać talenty. Jeden dostał pięć talentów, drugi - dwa, trzeci natomiast jeden. Ten, który otrzymał najwięcej, puścił pieniądze w obrót (zainwestował) i pomnożył majątek. Podobnie postąpił drugi sługa. Jednak trzeci rozkopał ziemię i schował jeden talent. Po przyjeździe pan ucieszył się słysząc, że dwaj słudzy pomnożyli jego pieniądze. Wyrzucił natomiast tego, który nie zainwestował talentów, ponieważ uznał, że ten zmarnował okazję. Znaczenie uniwersalne: Za życia Jezusa słowo „talent” miało zupełnie inne znaczenie niż to, którego dziś używamy. Wydaje się jednakże, że to tłumaczenie przypowieści ma głębszy sens. Talent był jednostką wagi i wynosił około 35 kilogramów. Tak więc jeden talent srebra był naprawdę olbrzymią sumą. Dziś mówimy o talentach, które Bóg daje każdemu człowiekowi. Z całą pewnością człowiek nie powinien być zazdrosny o talenty innych, ale te, które posiada, musi rozwijać. Naturalnie Bóg oczekuje przede wszystkim rozwoju duchowego i emocjonalnego.
28 niedziela mar 2021. Posted by Sacerdos Hyacinthus in Uncategorized. ≈ Leave a comment. Tags. 5 warunków dobrej spowiedzi, , mocne postanowienie poprawy, , , , , wyznanie grzechów, zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu, żal za grzechy. „Kaznodzieje moi, prawcie kazania, a prawcie je przeciw niegodnym spowiedziom, albowiem wskutek
(fot. stephanie ★/ CC) Dziecko nie chowa prezentu do szafy, ale go rozpakowuje. Swoiście „puszcza go w obieg”. Przygląda się, kontempluje, cieszy się z niego i nim żyje. Jedna z ewangelicznych przypowieści Jezusa mówi o pewnym człowieku, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden (Mt 25. 14-15). Mówimy krótko, że to przypowieść o talentach (por. Mt 25. 14-30). Na jej kanwie można oprzeć wiele rozważań, niejedno biorąc sobie do serca. Spróbuję wydobyć to, co wydaje mi się w niej szczególnie ważne. Poszedł i ukrył swój talent Wszystko, co Jezus czynił i mówił, służyło rzeczywistemu otwarciu się człowieka na Boga. Jezus wciąż o to zabiegał. Dziś także nam w tym pomaga. Przypowieścią o talentach chce nam uświadomić. jak bezcennym darem jesteśmy i jak olśniewające dobro – olśniewający talent mamy w sobie. Niestety, z różnych przyczyn nie jest to dla nas tak oczywiste i trudno nam nieraz dostrzec w sobie ów talent. Choćby dlatego, że życie na ziemi różnie smakuje. Bywa słodkie i wtedy czujemy wiatr w żaglach. Bywa jednak i gorzkie. Czasami wręcz wydaje się nam, że nie ma sensu i wtedy trudno dostrzec w nim cud i dar. „Talent życia” mieni się więc różnymi barwami – jasnymi i ciemnymi. Trzeba nam jednak starać się, by w każdej sytuacji swoje życie rozpoznawać jako niezmiennie najcenniejszy dar. To zadanie na całe życie. Oczywiście, przy fundamentalnym założeniu, ugruntowanym w Objawieniu i wierze, że nasze osobowe życie dopiero w wieczności odsłoni się w całym swoim pięknie i bogactwie. Z Jezusowej przypowieści o talentach dowiadujemy się, że jeden z trzech obdarowanych zachował się, jakby w ogóle nie został obdarowany. Jakby dziwnym trafem wplątano go w jakąś niejasną transakcję czy wręcz źle potraktowano. Aż jednej trzeciej obdarowanych zabrakło więc czegoś istotnego w usposobieniu serca. w wewnętrznej dyspozycji umysłu. Trzeci sługa. zamiast rozkwitnąć i zaowocować dzięki wielkiemu obdarowaniu, uznał za właściwsze i lepsze pójść inną ścieżką: Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” (Mt 25. 24-25). Człowiek ten najwyraźniej uznał, że właśnie takie zachowanie jest najrozsądniejsze. Na potwierdzenie słuszności swej postawy oddaje „nietknięte” to. co otrzymał. Nie widać w nim żadnej fascynacji otrzymanym talentem. A je śli czegoś w związku z nim doświadczył, to tylko lęku i obawy przed panem. Nie ma tu ani krzty olśnienia czy wdzięczności, nie mówiąc o twórczym uskrzydleniu… Zawładnęła nim jakaś pokrętna logika. Rozumował w sposób dziwnie skomplikowany. Jakże inaczej zachowuje się dziecko, które otrzymuje prezent w lśniącym opakowaniu i – jak z góry się spodziewa – z cudowną zawartością. Dziecko, i dorosły człowiek o dziecięcym usposobieniu, nie chowa prezentu (talentu) do szafy, ale go rozpakowuje. Swoiście „puszcza go w obieg”. Przygląda się, kontempluje, cieszy się z niego i nim żyje. To wręcz niemożliwe, by obdarowane dziecko przy najbliższej okazji oddało prezent, racząc ofiarodawcę paroma gorzkimi i ironicznymi uwagami. A tak właśnie postąpił trzeci sługa. Przestroga wypływająca z jego historii jest oczywista. Winniśmy zdecydowanie odrzucić taki sposób myślenia, który prowadzi do niedoceniania drogocennego talentu i niewłaściwego zachowania względem wielkodusznego darczyńcy. Zachowaniem sługi nieużytecznego pan poczuł się dotknięty: Odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 25. 28-30). Niech ów potężnie zamanifestowany „święty gniew” i nas napomina. Niech wzywa do opamiętania – do poznawania z usposobieniem dziecka i do możliwie pełnego oglądu otrzymanego talentu życia. Rozpoznać wartość talentu Wbrew temu, co może się tu spontanicznie nasunąć, to nie liczba otrzymanych talentów decyduje o tym, że jeden je pomnaża, a drugi bezmyślnie zakopuje. Rozstrzygające jest to, czy rozumiemy, że otrzymany od Boga talent – nieważne, czy jest ich pięć, czy jeden – to bezcenne dobro, które „prosi”, by obejść się z nim w sposób właściwy – wielkoduszny i współmierny z tym, co się otrzymało. Małoduszności w przyjmowaniu Bożego talentu życia można zaradzać. Pokrętne myślenie o darze i Dawcy można eliminować, starając się codziennie zdawać sobie sprawę z Bożych dobrodziejstw i szczerze za nie dziękować. Tak właśnie brzmi wskazówka św. Ignacego Loyoli z pierwszego punktu jego codziennego rachunku sumienia: „Dziękować Bogu. Panu naszemu, za otrzymane dobrodziejstwa” (Ćd 43). Punktów. według których św. Ignacy proponuje każdego dnia odprawić rachunek sumienia, jest pięć. Każdy. kto regularnie i możliwie często zdobywa się na ten pięcioaspektowy wgląd w otrzymany talent, ten godnie go traktuje. Strzegąc go i ceniąc, pomnaża bogactwa właściwe osobie stworzonej na podobieństwo Boga (por. Rdz 1. 27). Jednak u podstaw wszelkiego dobra i naszej pomyślności zawsze jest Jezus Chrystus, który wyraźnie zapewnia i przestrzega: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15. 5). To On. będąc Synem Bożym, stał się Człowiekiem, aby nas przekonać, że drodzy jesteśmy w Jego oczach, nabraliśmy wartości i On nas miłuje (por. Iz 43. 4). Ktoś tak bardzo w nas zaangażowany sięga po środki najbardziej ekspresywne. by przekonać nas, że jesteśmy bezcennym talentem. W rozważanej przypowieści Jezus celowo odwołuje się do jednostki wagowej o dużej skali. by już przez to pokazać nam, o jak wielkie obdarowanie każdego człowieka chodzi. W innych przypowieściach Jezus mówi o syklu albo o drachmie, tu – o talentach. Jeden talent to aż 34 kilogramy złota lub srebra, a w niektórych regionach ówczesnego świata było to nawet około 64 kilogramów. Jeśli zatem każdy człowiek otrzymuje od Boga jeden talent i jeśli jeden talent to tak dużo szlachetnego kruszcu, to nikt nie ma prawa twierdzić, że dostał od Boga za mało albo mało w porównaniu z innymi. Podstawowy problem człowieka nie polega na tym, ile otrzymał talentów – jeden czy kilka – ale czy rozpoznał wartość owego jednego, niejako podstawowego talentu. Jeśli jest to także nasz problem, warto odpowiedzieć sobie w tym kontekście na kilka podstawowych pytań: Co dotąd czyniłem z bezcennym talentem swojego życia? Co czynię z nim obecnie? Jak przyjmuję moje osobowe istnienie? Czy cenię je. czy wręcz przeciwnie? Co dzieje się we mnie, gdy uświadamiam sobie skalę obdarowania ukrytą w jednym talencie. jakim jestem – ja. człowiek. osoba. dziecko Boże? Jak często wzbiera w mym sercu radość? Czy doceniam drogocenny dar mojego życia? Oczywiście, warto także pytać, jak postrzegam dar życia moich bliźnich? Miłosne wyznanie Boga Z przeżywaniem siebie jako drogocennego dobra jest trochę tak jak ze złotem. W postaci monet czy sztabek można je zdeponować w banku czy w skarbcu albo ukryć w ziemi. Wtedy jednak poza poczuciem posiadania nie ma z niego żadnego pożytku. Można też zrobić z niego piękne przedmioty, na przykład kielich używany w czasie Eucharystii, piękne ozdoby, które nie tyle nadają wartości osobie je noszącej, ile są znakiem jej duchowej drogocenności. Dany nam przez Boga talent człowieczeństwa to wartość niepomiernie większa niż 30 czy 60 kilogramów złota. Niestety, nikt z nas nie może spontanicznie, a zarazem dogłębnie dokonać wglądu we własną osobę czy dotrzeć do wnętrza kogoś innego. Owszem, niektórym świętym, mistykom Bóg daje taki wgląd. Efektem dogłębnego wglądu i pełnego oglądu ludzkiej osoby bywa olśnienie, poczucie szczęścia i wielka wdzięczność, a także nie-podlegający dyskusji szacunek względem każdej ludzkiej osoby. Szacunek do siebie i innych ludzi. Co jednak mamy czynić, skoro nie jesteśmy mistykami ani nie będzie nam dane studiować antropologii filozoficznej czy biblijnej, by w sposób systematyczny i pogłębiony przyjrzeć się ludzkiej osobie? Myślę, że można posłużyć się pewnym „świętym fortelem”. Sam Bóg nam go proponuje. Mam na uwadze ogrom miłosnych wyznań, którymi nas zasypuje. Wsłuchując się w nie, będzie w nas narastać przekonanie, że rzeczywiście jesteśmy drogocennym talentem i że byłoby rzeczą niestosowną, niemądrą wręcz i naiwną, zwracać go dawcy w taki sposób, jak uczynił to trzeci sługa z przypowieści o talentach. W Biblii wiele jest poruszających wyznań miłości Boga do człowieka. Miłosne wyznania Boga w obfitości znajdziemy także w dziennikach duchowych mistyków i świętych. Ja chciałbym odwołać się do doświadczeń francuskiej mistyczki Gabrieli Bossis i zapisanych przez nią wewnętrznych dialogów duszy z Jezusem. Obecny w Tabernakulum Jezus mówi do Gabrieli: „Czy nie widzisz, że wszystkie moje polecenia czynione są z miłości? Należałoby je spisywać pochodniami i jeszcze nie byłoby dosyć. Nazywaj Mnie twoim Boskim Żarem. Gdybym użył mocniejszych słów, iluż by się zgorszyło… Oni uznają tak wielką odległość między Stwórcą a stworzeniem. podczas gdy Ja wzywam do zażyłości w miłości największej. Ty to zrozum. Kochaj tak, jak Ja chcę być kochany: we wszystkich chwilach waszego krótkiego życia. Ja jestem waszym życiem; rozumiesz, moja Gabrielo, że to Ja jestem twoim życiem?”. Krzysztof Osuch SJ (ur. 1949). rekolekcjonista, kierownik duchowy. Ostatnio opublikował: Bóg tak wysoko cię ceni; Przed tobą jest dal; Przyjdę niebawem. Rozważania na czas kryzysu, lęku i powrotu Jezusa. Dziecko nie chowa prezentu do szafy, ale go rozpakowuje. Swoiście „puszcza go w obieg”. Przygląda się, kontempluje, cieszy się z niego i nim żyje. Jedna z ewangelicznych przypowieści Jezusa mówi o pewnym człowieku, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden (Mt 25. 14-15). Mówimy krótko, że to przypowieść o talentach (por. Mt 25. 14-30). Na jej kanwie można oprzeć wiele rozważań, niejedno biorąc sobie do serca. Spróbuję wydobyć to, co wydaje mi się w niej szczególnie ważne. Poszedł i ukrył swój talent Wszystko, co Jezus czynił i mówił, służyło rzeczywistemu otwarciu się człowieka na Boga. Jezus wciąż o to zabiegał. Dziś także nam w tym pomaga. Przypowieścią o talentach chce nam uświadomić. jak bezcennym darem jesteśmy i jak olśniewające dobro – olśniewający talent mamy w sobie. Niestety, z różnych przyczyn nie jest to dla nas tak oczywiste i trudno nam nieraz dostrzec w sobie ów talent. Choćby dlatego, że życie na ziemi różnie smakuje. Bywa słodkie i wtedy czujemy wiatr w żaglach. Bywa jednak i gorzkie. Czasami wręcz wydaje się nam, że nie ma sensu i wtedy trudno dostrzec w nim cud i dar. „Talent życia” mieni się więc różnymi barwami – jasnymi i ciemnymi. Trzeba nam jednak starać się, by w każdej sytuacji swoje życie rozpoznawać jako niezmiennie najcenniejszy dar. To zadanie na całe życie. Oczywiście, przy fundamentalnym założeniu, ugruntowanym w Objawieniu i wierze, że nasze osobowe życie dopiero w wieczności odsłoni się w całym swoim pięknie i bogactwie. Z Jezusowej przypowieści o talentach dowiadujemy się, że jeden z trzech obdarowanych zachował się, jakby w ogóle nie został obdarowany. Jakby dziwnym trafem wplątano go w jakąś niejasną transakcję czy wręcz źle potraktowano. Aż jednej trzeciej obdarowanych zabrakło więc czegoś istotnego w usposobieniu serca. w wewnętrznej dyspozycji umysłu. Trzeci sługa. zamiast rozkwitnąć i zaowocować dzięki wielkiemu obdarowaniu, uznał za właściwsze i lepsze pójść inną ścieżką: Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: żniesz tam, gdzie nie posiałeś, i zbierasz tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” (Mt 25. 24-25). Człowiek ten najwyraźniej uznał, że właśnie takie zachowanie jest najrozsądniejsze. Na potwierdzenie słuszności swej postawy oddaje „nietknięte” to. co otrzymał. Nie widać w nim żadnej fascynacji otrzymanym talentem. A je śli czegoś w związku z nim doświadczył, to tylko lęku i obawy przed panem. Nie ma tu ani krzty olśnienia czy wdzięczności, nie mówiąc o twórczym uskrzydleniu… Zawładnęła nim jakaś pokrętna logika. Rozumował w sposób dziwnie skomplikowany. Jakże inaczej zachowuje się dziecko, które otrzymuje prezent w lśniącym opakowaniu i – jak z góry się spodziewa – z cudowną zawartością. Dziecko, i dorosły człowiek o dziecięcym usposobieniu, nie chowa prezentu (talentu) do szafy, ale go rozpakowuje. Swoiście „puszcza go w obieg”. Przygląda się, kontempluje, cieszy się z niego i nim żyje. To wręcz niemożliwe, by obdarowane dziecko przy najbliższej okazji oddało prezent, racząc ofiarodawcę paroma gorzkimi i ironicznymi uwagami. A tak właśnie postąpił trzeci sługa. Przestroga wypływająca z jego historii jest oczywista. Winniśmy zdecydowanie odrzucić taki sposób myślenia, który prowadzi do niedoceniania drogocennego talentu i niewłaściwego zachowania względem wielkodusznego darczyńcy. Zachowaniem sługi nieużytecznego pan poczuł się dotknięty: Odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 25. 28-30). Niech ów potężnie zamanifestowany „święty gniew” i nas napomina. Niech wzywa do opamiętania – do poznawania z usposobieniem dziecka i do możliwie pełnego oglądu otrzymanego talentu życia. Rozpoznać wartość talentu Wbrew temu, co może się tu spontanicznie nasunąć, to nie liczba otrzymanych talentów decyduje o tym, że jeden je pomnaża, a drugi bezmyślnie zakopuje. Rozstrzygające jest to, czy rozumiemy, że otrzymany od Boga talent – nieważne, czy jest ich pięć, czy jeden – to bezcenne dobro, które „prosi”, by obejść się z nim w sposób właściwy – wielkoduszny i współmierny z tym, co się otrzymało. Małoduszności w przyjmowaniu Bożego talentu życia można zaradzać. Pokrętne myślenie o darze i Dawcy można eliminować, starając się codziennie zdawać sobie sprawę z Bożych dobrodziejstw i szczerze za nie dziękować. Tak właśnie brzmi wskazówka św. Ignacego Loyoli z pierwszego punktu jego codziennego rachunku sumienia: „Dziękować Bogu. Panu naszemu, za otrzymane dobrodziejstwa” (Ćd 43). Punktów. według których św. Ignacy proponuje każdego dnia odprawić rachunek sumienia, jest pięć. Każdy. kto regularnie i możliwie często zdobywa się na ten pięcioaspektowy wgląd w otrzymany talent, ten godnie go traktuje. Strzegąc go i ceniąc, pomnaża bogactwa właściwe osobie stworzonej na podobieństwo Boga (por. Rdz 1. 27). Jednak u podstaw wszelkiego dobra i naszej pomyślności zawsze jest Jezus Chrystus, który wyraźnie zapewnia i przestrzega: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15. 5). To On. będąc Synem Bożym, stał się Człowiekiem, aby nas przekonać, że drodzy jesteśmy w Jego oczach, nabraliśmy wartości i On nas miłuje (por. Iz 43. 4). Ktoś tak bardzo w nas zaangażowany sięga po środki najbardziej ekspresywne. by przekonać nas, że jesteśmy bezcennym talentem. W rozważanej przypowieści Jezus celowo odwołuje się do jednostki wagowej o dużej skali. by już przez to pokazać nam, o jak wielkie obdarowanie każdego człowieka chodzi. W innych przypowieściach Jezus mówi o syklu albo o drachmie, tu – o talentach. Jeden talent to aż 34 kilogramy złota lub srebra, a w niektórych regionach ówczesnego świata było to nawet około 64 kilogramów. Jeśli zatem każdy człowiek otrzymuje od Boga jeden talent i jeśli jeden talent to tak dużo szlachetnego kruszcu, to nikt nie ma prawa twierdzić, że dostał od Boga za mało albo mało w porównaniu z innymi. Podstawowy problem człowieka nie polega na tym, ile otrzymał talentów – jeden czy kilka – ale czy rozpoznał wartość owego jednego, niejako podstawowego talentu. Jeśli jest to także nasz problem, warto odpowiedzieć sobie w tym kontekście na kilka podstawowych pytań: Co dotąd czyniłem z bezcennym talentem swojego życia? Co czynię z nim obecnie? Jak przyjmuję moje osobowe istnienie? Czy cenię je. czy wręcz przeciwnie? Co dzieje się we mnie, gdy uświadamiam sobie skalę obdarowania ukrytą w jednym talencie. jakim jestem – ja. człowiek. osoba. dziecko Boże? Jak często wzbiera w mym sercu radość? Czy doceniam drogocenny dar mojego życia? Oczywiście, warto także pytać, jak postrzegam dar życia moich bliźnich? Miłosne wyznanie Boga Z przeżywaniem siebie jako drogocennego dobra jest trochę tak jak ze złotem. W postaci monet czy sztabek można je zdeponować w banku czy w skarbcu albo ukryć w ziemi. Wtedy jednak poza poczuciem posiadania nie ma z niego żadnego pożytku. Można też zrobić z niego piękne przedmioty, na przykład kielich używany w czasie Eucharystii, piękne ozdoby, które nie tyle nadają wartości osobie je noszącej, ile są znakiem jej duchowej drogocenności. Dany nam przez Boga talent człowieczeństwa to wartość niepomiernie większa niż 30 czy 60 kilogramów złota. Niestety, nikt z nas nie może spontanicznie, a zarazem dogłębnie dokonać wglądu we własną osobę czy dotrzeć do wnętrza kogoś innego. Owszem, niektórym świętym, mistykom Bóg daje taki wgląd. Efektem dogłębnego wglądu i pełnego oglądu ludzkiej osoby bywa olśnienie, poczucie szczęścia i wielka wdzięczność, a także nie-podlegający dyskusji szacunek względem każdej ludzkiej osoby. Szacunek do siebie i innych ludzi. Co jednak mamy czynić, skoro nie jesteśmy mistykami ani nie będzie nam dane studiować antropologii filozoficznej czy biblijnej, by w sposób systematyczny i pogłębiony przyjrzeć się ludzkiej osobie? Myślę, że można posłużyć się pewnym „świętym fortelem”. Sam Bóg nam go proponuje. Mam na uwadze ogrom miłosnych wyznań, którymi nas zasypuje. Wsłuchując się w nie, będzie w nas narastać przekonanie, że rzeczywiście jesteśmy drogocennym talentem i że byłoby rzeczą niestosowną, niemądrą wręcz i naiwną, zwracać go dawcy w taki sposób, jak uczynił to trzeci sługa z przypowieści o talentach. W Biblii wiele jest poruszających wyznań miłości Boga do człowieka. Miłosne wyznania Boga w obfitości znajdziemy także w dziennikach duchowych mistyków i świętych. Ja chciałbym odwołać się do doświadczeń francuskiej mistyczki Gabrieli Bossis i zapisanych przez nią wewnętrznych dialogów duszy z Jezusem. Obecny w Tabernakulum Jezus mówi do Gabrieli: „Czy nie widzisz, że wszystkie moje polecenia czynione są z miłości? Należałoby je spisywać pochodniami i jeszcze nie byłoby dosyć. Nazywaj Mnie twoim Boskim Żarem. Gdybym użył mocniejszych słów, iluż by się zgorszyło… Oni uznają tak wielką odległość między Stwórcą a stworzeniem. podczas gdy Ja wzywam do zażyłości w miłości największej. Ty to zrozum. Kochaj tak, jak Ja chcę być kochany: we wszystkich chwilach waszego krótkiego życia. Ja jestem waszym życiem; rozumiesz, moja Gabrielo, że to Ja jestem twoim życiem?”. / O. Krzysztof Osuch SJ (ur. 1949). rekolekcjonista, kierownik duchowy./ RED.
„Gdy odbija palma czyli wjazd Jezusa do Jerozolimy" - Kazanie dla dzieci na Niedzielę Palmową, czyli Niedzielę Męki Pańskiej rok CCo świętujemy w Niedzielę PKategoria: Talent i geniusz Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 14 Średnia ocena: Głosów: 10 Średnia ocena: Głosów: 7 Średnia ocena: Głosów: 9 Średnia ocena: Głosów: 6 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 12 Średnia ocena: Głosów: 32 Średnia ocena: Głosów: 14 Średnia ocena: Głosów: 10 Średnia ocena: Głosów: 11 Średnia ocena: Głosów: 9 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 26 Średnia ocena: Głosów: 15 Średnia ocena: Głosów: 9 Średnia ocena: Głosów: 19 Średnia ocena: Głosów: 7 Średnia ocena: Głosów: 29 Średnia ocena: Głosów: 9 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 22 Średnia ocena: Głosów: 6 Średnia ocena: Głosów: 20 Średnia ocena: Głosów: 14 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 6 Średnia ocena: Głosów: 8 Średnia ocena: Głosów: 21 Średnia ocena: Głosów: 39 Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 14 Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 5 Średnia ocena: Głosów: 12 Średnia ocena: Głosów: 13 Średnia ocena: Głosów: 18 Średnia ocena: Głosów: 23 Średnia ocena: Głosów: 20 Średnia ocena: Głosów: 11 Średnia ocena: Głosów: 23 Średnia ocena: Głosów: 18 Przypowieść o ziarnku gorczycy - Kazanie dla dzieci na XI Niedzielę Zwykłą (11 Niedziela Zwykła) rok B 2021Do czego jest podobne Królestwo Niebieskie? Dlacze Kolejny fragment Dobrej Nowiny dla dzieci. Zachęcam do recenzji kolejnej porcji tłumaczeń. Nie róbmy tego jednak z powietrza tylko zaglądając do dosłownej wersji interlinearnej [TUTAJ] Względnie konfrontując z innymi tłumaczeniami [TUTAJ] Talent – to jednostka wagi. Ważono w ten sposób srebro lub złoto. Jeden talent to ok. 34 kg. Mt 25 14 Pewien człowiek miał wyjechać na długo. Wezwał więc swoje sługi i przekazał im swoje bogactwa. 15 Pierwszemu dał pięć talentów, drugiemu dwa talenty, trzeciemu dał jeden. Każdemu według jego zdolności. Zaraz potem wybrał się w drogę. 16 Ten który dostał pięć talentów zaczął nimi obracać i inwestować. Dzięki temu zyskał drugie pięć talentów. 17 Podobnie zrobił ten, który dostał dwa talenty. On także zyskał drugie dwa. 18 Ostatni wziął to co dostał, wykopał dół w ziemi i ukrył srebro swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i chciał się z nimi rozliczyć. 20 Przyszedł najpierw ten, który dostał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć talentów i powiedział: panie, dałeś mi pięć talentów. Dzięki nim zyskałem drugie pięć talentów. 21 Powiedział do niego pan jego: dobrze sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w małych rzeczach, więc powierzę ci duże. Sprawiłeś mi wielką radość. 22 Przyszedł potem ten, który dostał dwa talenty. I powiedział: dałeś mi, Panie, dwa talenty. Dzięki nim zyskałem dwa talenty. 23 Powiedział mu pan jego: dobrze sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w małych rzeczach, więc powierzę ci duże. Sprawiłeś mi wielką radość. 24 Gdy przyszedł ten, który dostał jeden talent powiedział: wiem, że jesteś twardym człowiekiem. Kosisz zboże gdzie nie posiałeś i zbierasz gdzie nie rozsypałeś. 25 Przestraszyłem się i zakopałem twój talent w ziemi. Oto teraz masz co twoje. 26 Odpowiedział mu pan jego: sługi zły i leniwy. Wiedziałeś, że koszę zboże gdzie nie zasiałem i zbieram gdzie nie rozsypałem. 27 Powinieneś moje srebro oddać bankierom a ja wróciwszy odebrałbym swoją własność z zyskiem. 28 Zabierzcie mu talent i dajcie temu, kto ma dziesięć talentów. 29 Kto ma, temu będzie dodane i będzie miał przeobficie. Temu, który nie ma wiele, zabiorą wszystko co ma. 30 A sługę, który jest nieużyteczny wyrzućcie na zewnątrz w ciemność. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Jeśli chcesz być w kontakcie z projektem – podaj swój adres Jak dotarłeś do tego miejsca to powinieneś chyba udostępnić innym ten wpis!Dziękuję! Przypowieść o talentach (Mt 25,14-30) AUTOR / CC 1.0 Przypowieść o talentach na drzeworycie z 1712 roku. Leniwy sługa szuka zakopanego talentu, a pozostali dwaj przynoszą swe zarobki panu. Przypowieść o talentach jest obecna w Ewangelii wg św. Łukasza, gdzie Jezus przechodząc przez Jerycho wygłasza pouczenie mówiąc o minach (Łk W pewnej wiosce, bardzo dawno temu, żyła sobie uboga rodzina, w której wychowywało się aż pięcioro dzieci. Wszyscy żyli ze sobą w zgodzie, gdyż bardzo się kochali. Jednakże ich szczęście przesłaniała bieda, która coraz śmielej wpychała się do ich domu. Ojciec dzieci, oprócz zajęć we własnym gospodarstwie, pracował u innych ludzi, a w zamian za to, dostawał wyżywienie, a czasem jakieś ubranie. Coraz częściej, zastanawiał się jak poradzą sobie dalej. „Możemy liczyć chyba tylko na cud” – powiedziała żona. Przyszedł czas, że zaczęła tracić nadzieję, iż będzie lepiej. Każdy kolejny dzień był wielką niewiadomą. Nastała zima, która, wyjątkowo sroga w tym roku, mocno dała im się we znaki. Zapas, wykopanych na jesieni ziemniaków niemal się skończył, a na dodatek kury przestały nieść. Dopiero nadchodzące święta Bożego Narodzenia, wlały w kobietę trochę wiary. Każdego roku, bez względu na to co działo się na świecie, jak ludziom było ciężko, Bóg odradzał się na nowo. Święta miały dla nich szczególne znaczenie, ponieważ byli bardzo religijni, postanowili więc pełni się nimi cieszyć. W wigilię ojciec przyniósł do chaty małe drzewko, wycięte z pobliskiego lasu. Starsze dzieci zawiesiły szyszki i jabłka, a młodsze zrobione przez siebie ozdoby ze słomy. W naczyniach na stole, były tylko ryby, ziemniaki i chleb. Ojciec powiedział, że i tak miał szczęście, że udało mu się złowić dużego karpia w przerębli. Jedli bardzo powoli, aby się nie rozchorować, dawno bowiem nie mieli tak sytego pożywienia w ustach. Wtem ktoś zapukał do drzwi, członkowie rodziny spojrzeli na siebie zdziwieni. Najstarszy syn poszedł otworzyć, u progu stała zmarznięta kobieta. Gospodarz wpuścił ją bez zastanowienia, bo jak mówi przysłowie -” Gość w dom, Bóg w dom”. Na stole wedle tradycji, położono wcześniej dodatkowy talerz, więc kobieta najpierw ogrzała się przy piecu, a później posiliła razem z nimi. Nie mając jak się odwdzięczyć , postanowiła powróżyć gospodarzom. Słowa o przyszłości wywołały grozę, jednak kobieta rzekła: – Nie lękajcie się, czekają was wielkie zmiany. Cud, którego oczekujecie może się wydarzyć, ale musicie wspomóc los. Nastała noc, wszyscy próbowali zasnąć, lecz tajemnicze słowa wciąż tkwiły w ich umysłach. Rano, kiedy rodzice wstali pierwsi, przekonali się , że kobiety już nie po świętach na ubogą rodzinę spadła nowina, że na świat przyjdzie kolejne dziecko. – To ma być ten cud? – zmartwiła się kobieta. – Już teraz ledwo dajemy radę wyżywić wszystkich. – Dziecko to dar od Boga – odpowiedział jej mąż. – Skoro Bóg nam je daje, nie pozwoli chyba umrzeć mu z głodu. Zamiast radości ze spodziewanego dziecka, kobietę ogarnęła trwoga, gdy nikt nie widział, wypłakiwała się w rozniosła się wieść, że urodził się chłopczyk. Matka wziąwszy na ręce niemowlę, postanowiła, że więcej nie da się pogrążyć w rozpaczy ani pokonać przez strach. Mieszkańcy wsi i okolic, wiedząc jaka jest sytuacja materialna rodziny, zebrali dla niej podarunki oraz pieniądze. Kobieta zaczęła znowu wierzyć. Wiara, nadzieja i miłość to cnoty, z którymi da się przezwyciężyć wszystko. Chłopcu dano na imię Jaś zdrowo się chował i był oczkiem w głowie, całej rodziny. Podczas, gdy starsze dzieci chodziły na zarobek, a młodsze do szkoły, mama zabierała chłopca do państwa, u którego pracowała. Wychowywała się tam dziewczynka o imieniu Marcjanna, a że była jedynaczką, pozwalano chłopcu przebywać w jej towarzystwie, aby nie czuła się samotnie. Jaś nie krył zachwytu zabawkami i książkami, nie mówiąc już o osobnym pokoju do zabaw. Niania czytała im piękne bajki, a chłopiec bardzo to polubił. Często, kiedy brał nową książeczkę do ręki, a że nie potrafił jeszcze czytać, sam wymyślał historyjki pasujące do obrazków. Dzieci spędzały ze sobą dużo czasu i bardzo się polubiły, toteż , gdy przyszedł czas rozstania, było im bardzo ciężko. Zbliżał się wrzesień, czas nauki. Do Marcysi miała przychodzić guwernantka, natomiast Jaś miał uczęszczać do szkoły oddalonej o kilka kilometrów od domu. Chłopcu podobało się w szkole, uczył się bardzo pilnie, by jak najszybciej samemu czytać i pisać. Wkrótce zapisał się do szkolnej biblioteki, gdzie przychodził codziennie. Kiedy było mu mało szkolnych bajeczek, sam zaczął wymyślać, a potem zapisywać różne opowiadanka. Nauczyciel zauważył, że jego uczeń bardzo się do tego garnie, więc nie szczędził mu papieru i ołówków. Po dziesiątych urodzinach Janka, ojciec zdecydował, że syn zaprzestanie nauki, gdyż potrzebny jest do pracy w gospodarstwie. Chłopiec posmutniał. On jako jedyny z rodzeństwa uczył się bez przymusu, bo ogromnie to lubił. Matka biła się z myślami. Może, skoro nauka sprawia synowi tyle radości, pozwolić dalej mu się kształcić? Może później zdobędzie lepszą pracę i nie będzie musiał harować na gospodarstwie? Wtedy przypomniała sobie słowa kobiety przepowiadające wielkie zmiany. Chyba nadszedł czas, aby pomóc losowi. Rodzeństwo Janka myślało podobnie jak matka, lecz dotychczas nie miało odwagi wypowiedzieć tego na głos. Wreszcie po namowach ojca, pozwolono mu dalej uczęszczać do tej samej szkoły. Żaden krewny Jasia nie doszedł tak wysoko, więc wszyscy byli z tego dumni. Katarzyna, najmłodsza z córek, trafiła do domu Marcjanny, żeby tak jak niegdyś jej matka pracować dla państwa. Był tam też mały chłopczyk, braciszek dziewczyny, któremu Kasia w wolnych chwilach czytała bajeczki wymyślone przez Jasia. Marysia słuchała ich z ogromnym zainteresowaniem, były bowiem tak piękne jakby pochodziły od samego mistrza opowiadań- Andersena. Z rozrzewnieniem przysłuchiwała się opowieści przemiłej Kasieńki o najmłodszym bracie, którego wszyscy wprost uwielbiali. Przypomniała sobie chwile, kiedy sama się z nim bawiła i poprosiła rodziców, aby chłopak mógł znowu ją odwiedzać. Państwo nie wyrażali ku temu sprzeciwu , gdyż chłopak, mimo iż pochodził z ubogiej rodziny, otrzymywał staranne wykształcenie, a z domu wyniósł dobre wychowanie. Uważali, że te spotkania nie urągają ich pozycji, dlatego początkowo krótkie wizyty, wydłużały się i dzieci spędzały ze sobą coraz więcej czasu. Janek, pomimo tylu zajęć ( pomagał rodzicom jak mógł), nie zapominał o swoim zainteresowaniu, jeżeli nie miał czasu w dzień, pisał opowiadania w nocy. Czuł jak wraz z każdym nowym utworem, budzi się w nim nowe życie, do każdego wkładał serce. Miał wiele do przekazania ludziom i robił to z prawdziwą pasją. Nauka w tutejszej szkole dobiegła końca, ojciec jednak zamiast do szkoły, wysłał syna na służbę, gdyż przez ostatni rok rodzina bardzo się zadłużyła. Chłopiec nie protestował, bo ojciec obiecał mu, że odsuwa jego naukę tylko na jakiś czas. Pracował od świtu do nocy, przynajmniej w ten sposób mógł odciążyć rodziców. Po roku sytuacja materialna polepszyła się na tyle, że spłacili cały dług, ale wciąż brakowało pieniędzy na edukację Jasia. Nauczyciel nie mógł się z tym pogodzić, ubłagał swojego przyjaciela, który pracował w wydawnictwie, aby znalazł jakąś pracę dla jego ucznia. Razem z mieszkańcami wioski, złożył się na bilet kolejowy i nowe ubranie, aby Jan mógł bez wstydu pokazać się w mieście. * * *Jaś miał kolejny rok poświęcić na pracę, lecz tym razem miał być samodzielny. Wykonywał wszystkie polecenia naczelnika, sprzątał w całym zakładzie, czyścił i oliwił maszyny, nosił różne paczki. Wieczorem układał stosy egzemplarzy, by wcześnie rano je roznieść. Kiedy wracał do domu, był tak zmęczony, że nie miał siły nawet myśleć o swoich bajkach. Raz jeden wyciągnął swój brulion i pokazał go redaktorowi. Mężczyzna usłyszał bowiem od swojego pracownika, że ten pisze piękne opowiadania. Naczelnik przeczytawszy utwory, uśmiechnął się pobłażliwie i powiedział, że takie bajki owszem zachwycają, ale chyba tylko na w czasie wakacji zaczął poważnie rozmyślać o szkole. Przez kilkanaście miesięcy ciężko pracował i udało mu się nawet wysłać rodzicom trochę pieniędzy. Za resztę, która mu została, zamierzał kupić podręczniki. Tak więc, pierwszego września z radością rozpoczął naukę. Bardzo trudno mu było pogodzić obowiązki ucznia i pracownika, lecz nie poddał się. Uczył się zazwyczaj późnym wieczorem lub w nocy. Dzięki przystąpieniu do nauki, znowu wstąpiła w niego chęć tworzenia nowych tekstów. Na razie jednak skupił się na pisaniu kolejnego wypracowania zadanego przez nauczycielkę. Jan popuszczając wodze fantazji, daleko wybiegał od tematu, kobieta zastanawiała się czy to talent czy raczej brak znajomości tematu. Gdy któregoś razu w zeszycie z pracami domowymi, zobaczyła opowiadanie, nie miała wątpliwości, że było napisane ręką chłopca. Zapytała go wprost czy ma więcej takich tekstów. Jasiu przyniósł jej pozostałe bajki, ale pamiętając o opinii naczelnika, nie robił sobie większych nadziei. Nauczycielce podobały się utwory, widziała w nich jednak duże braki i postanowiła mu pomóc. Aby mógł zostawać dłużej w szkole, napisała do jego pracodawcy list. „Chłopiec ma wielki talent – pisała – ale należy wspomóc go wiedzą i odpowiednim przygotowaniem”. Naczelnik zgodził się, aby Jaś mógł przychodzić do wydawnictwa dwie godziny później, ale potrącał mu z pensji nieobecność. Na pierwszych spotkaniach nauczycielka dawała chłopcu do czytania dzieła wybitnych autorów, aby oswoił się ze światową literaturą. – Musisz dużo czytać i dużo pisać – mówiła. Od tej pory kobieta zadawała temat, a chłopiec pisał. Pracowali nad stylem, gramatyką oraz przesłaniem. Jaś znowu był w swoim żywiole, pisał, pisał i pisał. Na podstawie swoich starych pomysłów i opowiadań, przystąpił do tworzenia nowych utworów. Nauczycielka była zadowolona, jego dzieła zyskały literacką wartość, bo Jaś odnalazł niepowtarzalny styl. Kobieta podsunęła uczniowi myśl, żeby pokazał swoje opowiadania tak, dwa lata od pokazania pierwszych opowiadań, chłopiec przedstawił naczelnikowi swoje najnowsze był zdumiony, rozwojem chłopca i jego tekstów. Po rozmowie z innymi, zdecydował się wydrukować je w najbliższym wydaniu gazety. Nigdy wcześniej nie zamieszczał opowiadań dla dzieci, ale te mu się spodobały i postanowił zaryzykować. Żywił nadzieję, że czytelnikom też przypadną do włożył świąteczne wydanie z wydrukowanymi bajkami do dużej koperty. Do środka włożył jeszcze pewną kwotę pieniędzy oraz liścik i pognał na pocztę.„Droga rodzino – pisał w liście – jestem ogromnie szczęśliwy. Naczelnik wydrukował moje opowiadania i nawet mi za to zapłacił. Dziękuję drodzy rodzice, dzięki wam mogę pracować, kształcić się i robić to co lubię kochający syn i brat Jan”W poniedziałek rano do redakcji przyszły telegramy z gratulacjami. Czytelnikom tak spodobały się utwory, że domagali się następnych. Gdy szef wezwał Jasia do gabinetu, ten przestraszył się, że pracodawca nie jest z niego zadowolony, wszak nic nie wiedział o przysłanych telegramach. – Czy masz więcej takich tekstów? – zapytał na wstępie naczelnik. – Naturalnie, że mam. Cały brulion. – Chciałbym od tej pory drukować twoje bajki, w każdym świątecznym wydaniu. Zgadasz się na to? – Oczywiście! – Muszę tylko znaleźć kogoś na twoje miejsce? – Jak to? – zmartwił się Jan. – Nie będę mógł już tutaj pracować? – Będziesz mógł, ale na odpowiednim stanowisku. Nie wypada, żeby nasz bajkopisarz był zwykłym tego czasu, w każdym weekendowym wydaniu gazety, ukazywały się utwory Jana, pod wspólnym tytułem: BAJKI NIE TYLKO DLA DZIECI”. Co tydzień Jan przesyłał egzemplarz gazety do rodziców, nauczyciela i Marcjanny. Dziewczyna czuła pewien podziw dla niego, za to, że potrafił realizować swoje cele. Z uśmiechem na twarzy, wracała do czasu, który spędzała razem z nim. Podejrzewała jednak, że dorosły Jaś nie myśli już o przeszłości. Młody pisarz kontynuował naukę i wkrótce skończył studia z wyróżnieniem. Odtąd pracował z samym redaktorem gazety. Jego dotychczasowy styl życia, zmienił się. Mając dużo wyższą pensję, zaczął elegancko się ubierać i pokazywać na wykwintnych przyjęciach dla literatów, gdzie naczelnik, z ojcowską niemal dumą przedstawiał go innych dżentelmenom. Na jednym z takich wieczorów do Jana podszedł starszy mężczyzna. – Drogi młodzieńcze, jestem właścicielem wydawnictwa i mam dla ciebie propozycję – człowiek wyglądający jak arystokrata, przeszedł od razu do Chciałbym abyś napisał zbiór bajek, który wydałbym u siebie. Do tej pory zajmowałem się promowaniem poezji, ale przeczytawszy twoje utwory, postanowiłem rozszerzyć działalność. Na początek dostaniesz sporą zaliczkę. Pisarz usłyszawszy kwotę zaliczki, o mało nie zemdlał. Starszy mężczyzna zostawił swoją wizytówkę i odszedł, dając mu czas, aby ochłonąć i podjąć decyzję. Pracodawca Jana skończył właśnie z kimś rozmawiać i podszedł do niego. – Co się stało? – spytał wciąż oszołomionego młodzieńca. Gdy zobaczył kartonik ze znanym nazwiskiem w lot wszystko zrozumiał. – To doskonały wydawca ze stolicy, spodziewałem się , iż będzie próbował nam ciebie wykraść, ale nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. – Za wysokość zaliczki, mógłbym zacząć budowę domu. – marzył głośno Jan. – Ja nigdy nie będę w stanie ci tyle płacić – rzekł mężczyzna usłyszawszy wymienioną Domyślam się , że chcesz nas opuścić? – Nie miałem takiego zamysłu, proszę pana – odpowiedział uśmiechając się Na razie zgodzę się z nim porozmawiać. Uwielbiam pisać i nie wyobrażam sobie bez tego życia, a moje bajki nigdy jeszcze nie ukazały się w jednym tomie. Co nie przeszkodzi mi dalej u pana pracować. Rozmowa ze słynnym wydawcą poszła gładko. Miał on duże doświadczenie z młodymi poetami i wiedział, że wskazanie terminu czasem wywołuje presję. Dlatego umówił się z Janem, że ten sam do niego przyjdzie, gdy tylko skończy utwory. Jan z kolei, nie chciał wziął żadnej zaliczki, dopóki nie wywiąże się z pół roku później, mężczyźni ponownie uścisnęli sobie dłonie. Jan zjawił się z gotowym rękopisem ponad stu bajek, za co został sowicie wynagrodzony. I tak z dnia na dzień, młody pisarz stał się bogatym człowiekiem. Zanim książka ukazała się w księgarni, wysłał kilka egzemplarzy w rodzinne strony. Naczelnik redakcji, gdzie dotychczas pracował Jan, usłyszał, że ten chce się wyprowadzić. – Nasze miasto nie może konkurować ze stolicą – rzekł smutno. – Ale ja wcale nie przenoszę się do stolicy. Wracam na wieś! – wykrzyknął uradowany. Zapewnił mężczyznę, że dalej będzie dla niego pisał, nigdy bowiem nie zapomni ile dla niego nie mógł się doczekać powrotu do domu, dziwiąc się, że tak długo wytrzymał bez swoich bliskich. Nie wystarczyłyby mu krótkie odwiedziny, ale przeprowadzka na stałe. Wszak pisać dla wydawców może z każdego zakątka kraju. Jadąc wynajętym samochodem, rozmyślał o Marcjannie, z pewnością wyrosła na piękną kobietę. Ciekawe czy go jeszcze pamięta? On nie zapomniał o niej nigdy, chociaż nie śmiał wcześniej o niej marzyć. Wreszcie dojechał na miejsce. Na widok starej chaty, nie krył wzruszenia. Z domu zaczęli wychodzić członkowie jego rodziny. Wszyscy ściskali się serdecznie, a matka uroniła kilka łez. Nikt nie mógł sprawić jej większej dni trwało przyjęcie dla całej wioski i okolic. Młody pisarz nie zapomniał, że oni kiedyś mu pomogli. Wszystkie panny w okolicy, zachwycone były tak dobrą partią jaką był Janek, a starzy mieszkańcy z zadowoleniem stwierdzili, że chłopak nic się nie zmienił. Był bardzo miły dla pięknych dziewcząt, lecz wciąż wypatrywał Marcysi, która jako jedyna, nie przybyła go zobaczyć. Zauważył ją dopiero w kościele, na niedzielnej mszy. „Ależ ona piękna! – Pewnie ma narzeczonego, nawet nie patrzy w moją stronę.” Kiedy wyszli z kościoła, skłonił się nisko przed jej rodzicami. – Dzień dobry państwu! – Dzień dobry! Miło cię widzieć. – matka dziewczyny zreflektowała się, że nie wypada jej tak mówić – przepraszam, miło pana widzieć. – Nalegam, aby pani dalej mówiła mi po imieniu. Nic się nie zmieniło. – Oj, zmieniło się i to dużo. Jest pan teraz sławnym człowiekiem, który odniósł sukces. – Ale tu – chłopak wskazał na swoje serce – jestem taki sam. Kobieta uśmiechnęła się, a na twarzy Marcjanny pojawił się lekki rumieniec. – Wobec tego, zapraszamy cię dzisiaj na popołudniową herbatę. Po wspólnie zjedzonym obiedzie, rodzina niechętnie wypuściła z domu, kochanego syna i brata, rozumiała jednak, że Janek chce się spotkać z przyjaciółką z dzieciństwa. Matka widziała jak patrzył na nią w kościele, lecz pomimo jego obecnej zamożności, nie była pewna czy syn ma dla nich odpowiednią klasę. Rodzice Marcjanny nie przejmowali się tymi różnicami, zawsze bardzo lubili chłopca, a i on sam, zawsze zachowywał się nienagannie. Uważali więc, że w pełni zasługuje na dobre traktowanie. Jedynie Marcjanna była jakaś milcząca. Po herbacie, młodzi udali się do ogrodu na spacer. – Zmieniłaś się w stosunku do mnie .- rzekł Jan – Ale co ja sobie myślałem? Taka śliczna dziewczyna jak ty na pewno ma wielu adoratorów. Przepraszam – chłopak ukłonił się – pożegnam cię. – Zaczekaj! – zawołała. Spojrzała na niego odważnie. – Nie mogłam. nie chciałam narzucać się swoim towarzystwem tak jak inne dziewczęta. Masz teraz wielkie uznanie. – Marcysiu, co ty mówisz? – Jan ujął jej dłoń w swoje Jesteś mi droższa od wszystkich panien na wydaniu, nie widzisz tego? Kiedyś, gdy byliśmy dziećmi, bardzo się lubiliśmy. Teraz jesteśmy dorośli i wiem, że z mojej strony to nie tylko przyjaźń. Podniósł jej rękę do ust i pocałował, a kiedy dziewczyna uśmiechnęła się, zapytał: – Czy mogę liczyć na twoje względy? – Tak! – odpowiedziała rozpromieniona, a wtedy chwycił ją w pasie i zakręcił wokoło. Uszczęśliwieni udali się do rodziców Marcysi, aby Jan oficjalnie poprosił ojca dziewczyny o jej rękę. Mężczyzna nie miał żadnych zastrzeżeń, więc młodzieniec pospiesznie się pożegnał, aby przekazać swoim bliskim cudowne zlecił budowę ogromnego domu dla całej rodziny, a jego rodzice mieli być w nim gospodarzami. Codziennie odwiedzał swoją narzeczoną. Czytał jej swoje najnowsze utwory, które wysyłał swojemu pracodawcy, nie zapomniał bowiem o złożonej mu przed Bożym Narodzeniem ukończono urządzanie wnętrza wspaniałej budowli, aby święta spędzić już na nowym miejscu. W wigilię wszyscy razem usiedli do długiego stołu, nakrytego na trzydzieści sześć osób, licząc dodatkowy talerz dla zbłąkanego wędrowca. Kiedy zabłysła pierwsza gwiazdka, szczęśliwi mieszkańcy przełamali się opłatkiem, a potem przystąpili do jedzenia dwunastu potraw. Matka Jana zamyśliła się, przed oczami stanęła jej skromna wieczerza sprzed dwudziestu lat, najmłodszego z dzieci jeszcze nie było na świecie. Wówczas do domu zawitała kobieta, przepowiadająca w ich życiu wielkie zmiany. „Gdyby ta kobieta mogła dziś zobaczyć te zmiany”- pomyślała. Nagle ktoś zapukał do drzwi, matka tchnięta przeczuciem, poszła otworzyć, w progu stanęła ta sama kobiecina. Gospodyni posadziła gościa przy kominku, podzieliła się z nią opłatkiem i napełniła talerze, zachęcając do jedzenia. – Czy pani mnie poznaje? – zapytała matka Jasia. – Tak, ale nie poznaję tego domu – odpowiedziała staruszka. – To zasługa syna, którego przyjście na świat przepowiedziała właśnie pani. Kiedy był mały lubił wymyślać historie, które potem spisywał, a gdy dorósł, zdobył wykształcenie i znalazł się ktoś, kto zaczął wydawać jego bajki. – Tak naprawdę, to czekaliście na cud, a ja zapowiedziałam jedynie wielkie zmiany. Uwierzyliście w niego i w jego dar pisania. – Jest utalentowany, ale włożył w to wiele pracy. – matka pokiwała głową. – Talent, to wspaniały dar, lecz czasem trzeba go zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (mariopeiro).Polecamy
Słowo do kościoła Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Poruszane tematy / tagi Świętość Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Bóg powiedział do swojego ludu: Świętymi bądźcie, bo ja jestem święty. Naszym zadaniem jest być świętymi, dążyć i pozostawać w świętości. Jak możemy to zrobić? Świętość jest jednym z warunków relacji z Bogiem, duchowego wzrostu i rozwoju w naszym życiu. Nie ma świętości bez Jezusa w naszym życiu. Poruszane tematy / tagi Bóg i cierpienie Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Na całym świecie jest pełno bólu i cierpienia, zdawałoby się, że Bóg w ogóle nie reaguje. Dla wielu ludzi śmierć niewinnych i cierpienie jest jest powodem do tego, żeby zaprzeczać istnieniu Boga. Jednak gdyby nie Bóg, nie istniałoby nic. Historia Bożego sługi, Joba mówi bardzo wiele na temat cierpienia. Uczy też właściwej postawy wobec otaczającej nas rzeczywistości, chociaż może ona być często trudna. Poruszane tematy / tagi Gdzie jesteś? Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Jedno z najważniejszych pytań, zadane Adamowi, pierwszemu człowiekowi, przez samego Boga: "Gdzie jesteś?" - jest ciągle aktualne w naszym życiu. Bóg jest zainteresowany każdym z nas, naszą sytuacją, naszym miejscem w życiu. Kolejnym pytaniem jest "Co się stało z Jezusem?". Odpowiedź na nie może zmienić każde życie, niezależnie od tego, gdzie ono aktualnie jest. Bieg i nagroda Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Paweł pisał w 1 Liście do Koryntian, w 9 rozdziale o biegu i nagrodzie. Jako chrześcijanie jesteśmy powołani do biegu. Musimy biec tak, aby zdobyć nagrodę, patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary (Hebr. 12:2) Poruszane tematy / tagi Uwielbienie Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Uwielbienie jest jednym z kluczowych elementów w życiu każdego chrześcijanina. Nie ma właściwie chrześcijaństwa bez oddawania chwały Bogu. Uwielbienie to nie tylko muzyka i słowa, ale całe nasze życie powinno być uwielbieniem. Jesteśmy Bożą świątynią przez cały czas. Poruszane tematy / tagi Prawda Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Jedyna prawda, to ta zawarta w Słowie Bożym. Jest ono niezmienne i mocne. Każdy musi tę prawdę znać. Poruszane tematy / tagi Nie jesteśmy z tego świata Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Królestwo Boże Wykład M. Olszewskiej z Poruszane tematy / tagi Słowa Pana Jezusa na krzyżu Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Wielkanocne rozważania ostatnich słów Pana Jezusa. Poruszane tematy / tagi Jezus Chrystus jako arcykapłan Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Arcykapłan w czasach starotestamentowych pełnił najwyższą funkcję pośród kapłanów. Był ich przełożonym, wyróżniał się zdobnym, specjalnym strojem, ale nade wszystko miał prawo raz do roku wejść do miejsca najświętszego w świątyni Pana aby złożyć ofiarę za siebie i lud. Bóg bardzo precyzyjnie określił czym arcykapłan ma się zajmować i nie była to służba dorywcza, lecz wymagająca pełnego zaangażowania. Dla nas- chrześcijan takim arcykapłanem stał się Jezus Chrystus, a jego służba trwa wiecznie. Dzięki temu, wstawiając się, może zbawić na zawsze tych, którzy przystępują do Niego. Jezus sam przeszedł przez próby i cierpienia będąc na ziemii, dlatego dobrze rozumie nas i naszą sytuację: Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu (Hebr. 4:16). Dzięki temu możemy przystępować do niego z ufną odwagą, aby dostąpić miłosierdzia w stosownej chwili. Na podstawie fragmentów: List św. Pawła do Hebrajczyków 7:22-26 List św. Pawła do Hebrajczyków 4:14-16 Poruszane tematy / tagi Cel w życiu Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Jaki jest twój cel w życiu? Dlaczego Bóg stworzył człowieka i umieścił go na Ziemi? Rozważania na podstawie Genesis, Objawienia św. Jana oraz Ewangelii św. Łukasza (Namaszczenie Jezusa przez grzesznicę). Poruszane tematy / tagi Zachęcanie i pocieszanie Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Zachęcanie i pocieszanie Poruszane tematy / tagi Co jeszcze posiadasz w domu? Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Co jeszcze posiadasz w domu? Na podstawie fragmentu z Drugiej Księgi Królewskiej 4:1-6. Poruszane tematy / tagi Początek nowego życia Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Strach Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Komu służysz? Mamonie czy Bogu? Posłuchaj... O czym jest to kazanie... W Ewangelii Łukasza (16:13) czytamy: "Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie." Jakie więc powinno być właściwe nastawienie człowieka do pieniędzy i spraw materialnych, które są przecież podstawą naszej egzystencji? Czy Jezus mówiąc tę przypowieść potępia pracę, bogacenie się, korzystanie z radością z rzeczy materialnych? Zajrzyj wgłąb swojego serca i sprawdź komu naprawdę służysz! Bądź z Jezusem Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Syn marnotrawny Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Czego możemy się nauczyć od czterech młodzieńców Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Sprawiedliwość Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Miłość wzajemna Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? List do zboru w Filadelfii Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Właściwy czas Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Bóg zna właściwy czas na wszystko, nigdy się nie spóźnia. Na przestrzeni tysięcy lat on nigdy sie nie spóźnił. Przykład Abrahama na podstawie fragmentów: List do Rzymian 5:6 Poruszane tematy / tagi Sól i światło Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Bóg jest z Tobą Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Nie ma życia bez Chrystusa Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Czy życie bez Chrystusa ma sens? Dowiedz się co znaczą słowa Jezusa "Ja jestem chlebem żywym", które dla wielu mu współczesnych były zgorszeniem, a dla ciebie są życiem. Bez Boga każdy twój dzień na tej ziemii zbliża cię do śmierci, z Nim- do wieczności. na podstawie fragmentów: Ew. Jana 6:32-35 Ew. Jana 6:48-63 Ks. Izajasza 61:1 Poruszane tematy / tagi Światło Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Na podstawie fragmentu z Pierwszej Księgi Mojżeszowej 1:1-4, 14-18. Poruszane tematy / tagi O służeniu Bogu Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Jezus w przypowieści o talentach pokazuje jak powinna wyglądać nasza służba dla Boga. Przedstawiono tam majętnego człowieka, który wyjeżdzając przekazał w ręce sług swój majątek aby nim zarządzali. Rozdał łącznie 9 talentów, z czego każdy z nich to równowartość 20kg złota (czyli dzisiejsze ok. 2,7 mln złotych). Przekazał im więc znaczne sumy, każdemu według jego zdolności aby umiejętnie nimi gospodarowali. Po swoim powrocie wynagrodził tych, którzy byli mu wierni i wykazali się dbałością wykorzystując swoje talenty, a zganił tego, który ich nie wykorzystał i zakopał bojąc się Pana. Bóg nigdy nie powierza nam rzeczy, w których wie, że czulibyśmy się źle lub nie potrafili ich wykonać. On doskonale zna nasze talenty, którymi przecież sam nas obdarował, a my często usprawiedliwiamy nasz brak działania brakiem umiejętności, tymczasem jest to zwykłe lenistwo. On pragnie abyśmy służyli mu z ochotnym sercem, wynikającym z miłości i szacunku, a nie obowiązku. Bóg nie jest pracodawcą, który przymusem nakłania swoich pracowników do działania ponieważ to rodzi bunt, a nie szacunek i zaufanie. Cokolwiek robimy powinniśmy czynić nie tylko pozornie, aby się przypodobać ludziom, lecz w szczerości serca (1Kol. 3:22), jakobyśmy wykonywali to dla samego Pana. Często gdy Bóg powołuje nas do jakiejś służby, a ona nie idzie tak jakbyśmy chcieli, pojawiają się problemy, to zaczynamy się zniechęcać, a wreszcie rezygnujemy. Są to jednak działania przeciwnika Boga- diabła, który za wszelką cenę chce nas odciągnąć od służby. Bóg dopuszcza takie trudne sytuacje aby utrwalać naszą ufność i wiarę. Tego rodzaju próby przechodziło wielu wielkich sług Bożych, jak np. Mojżesz: Skąd mam wziąć mięso, aby dać całemu temu ludowi? Gdyż biada wobec mnie mówiąc: Daj nam mięsa abyśmy jedli! Ja sam nie mogę unieść całego tego ludu, gdyż za ciężki jest dla mnie! A jeśli tak postepujesz ze mną, to zabij mnie raczej zaraz, jeżeli znalazłem łaskę w Twoich oczach, abym nie musiał patrzeć na moje nieszczęście (4 Mojż. 11:13-15). Po wyprowadzeniu z Egiptu lud ciągle szemrał i narzekał. Mojżesz nieustannie spotykał się z niewdzięcznością i atakami na niego. Zawołał więc do Pana, a ten przyniósł nieoczekiwaną pomoc w tej sytuacji- zesłał przepiórki i Izraelici mieli mięso na pustyni. Bóg nigdy nie powierzy nam rzeczy, które przewyższałyby nasze możliwości czy siły. On razem z zadaniem wyposaży nam w umiejętności, wiedzę czy rzeczy do jego realizacji. Służmy więc Bogu z radością i ochotnie, pamiętając że każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu (Rzym. 14:12), a przyniesie to satysfakcję, radość i prawdziwe spełnienie w życiu. Na podstawie fragmentów: Ew. Mateusza 25:14-30 4 Księga Mojżesza 11:13-15 Poruszane tematy / tagi O naszych finansach Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Za czasów apostolskich bardzo często poruszano temat siania i zbierania plonów. Dzisiaj mówiłoby się o inwestycji, o tym jak lokować swoje dobra aby Boże zaopatrzenie spływało na nas każdego dnia. Gdy Boże Słowo wspomina o sianiu, to mówi o czymś, co wymaga wiary w naszym życiu. Tak jak niegdyś każdy z Koryntian posiadał wiedzę na temat tego jak pomnażać swoje dobra materialne, tak i teraz cały świat uczy się o tym, ale niewielu wie i korzysta z tego jak czerpać z Bożego błogosławieństwa. Ta łaska pozwala uchronić nas od upadków, złych inwestycji czy nieuczciwości innych. Daje pomoc i powodzenie, obdarza nas zdolnościami, dobrą pracą, zdrowiem, radością i pokojem. Bóg w swojej łasce daje nam nie tylko ziarno na zasiew, ale również pomnaża je obficie - A ten, który daje ziarno siewcy i chleb na pokarm, da i pomnoży zasiew wasz, i przysporzy owoców sprawiedliwości waszej! (2 Kor. 9:10). Plonem naszego siewu powinno być więc również dziękczynienie składane Bogu. On troszczy się o nas każdego dnia, a my powinniśmy zadbać o jego Królestwo, służąc mu otrzymanym błogosławieństwem. Jeżeli będziesz skupiony na pomnażaniu własnych dóbr i zapomnisz o tym, że wszystko co posiadasz, łącznie z talentami czy zdrowiem, masz od Boga, to nie będziesz w stanie wiernie Mu służyć: Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się i nieczego nie potrzebuję, a nie wiesz żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły! (Obj. 3:17-18). Bóg nie wymaga od nas niczego, czego nie mamy, ale pragnie abyś obdarzył go zaufaniem i wdzięcznością, a doświadczysz Jego mocy i obfitości, aby ludzie widzieli, że postępujesz według Ewangelii Chrystusowej. Na podstawie fragmentów: 2 List do Koryntian 9:6-15 List św. Pawła do Galacjan 6:7-8 Poruszane tematy / tagi O Bożej ochronie i pomocy Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Bez względu na czas i miejsce gdzie jesteśmy, bez względu na to jak postrzegamy naszą sytuację, Bóg jest zawsze z nami, gotowy by pomóc. Biblia mówi, że jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam. On nieustannie czuwa i pomimo różnych niebezpiecznych sytuacji, z których często nie zadajemy sobie nawet sprawy, to On Aniołom swoim polecił, aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich (Ps. 91:11). Poznaj niezwykłe 3 świadectwa: w jaki sposób Bóg uratował przed uczestnictwem w karambolu, przed morderstwem czy stratą oka. Na podstawie fragmentów: Psalm 91 Ew. Jana 10:10-11 Poruszane tematy / tagi Istota śmierci Posłuchaj... O czym jest to kazanie... O śmierci przeważnie myślimy w kategoriach wielkiego problemu, smutku, bezradności, a nawet załamania po stracie bliskiej osoby. Człowiek musi pozostawić wszystko i odejść w zapomnienie. Postawa Jezusa wobec śmierci ludzi wierzących była jednak zgoła odmienna- bardzo spokojna: I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą: bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle (Ew. Mat. 10:28). Taką odważną postawą charakteryzowali się również często pierwsi wyznawcy Jezusa (również Jan Chrzciciel), którzy będąc prześladowani woleli umrzeć niż się go wyrzec, wiedząc że opuszczą "świat ciemności" aby odejść do "świata światłości"- Bożego Królestwa. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny (2 Kor. 6:1-10). O przeniesieniu po śmierci do nowej rzeczywistości opowiada również w sposób bardzo szczególny Przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Apostoł Paweł wspomina natomiast, że dopóki przebywamy w ciele, to jesteśmy oddaleni od Boga, gdyż w wierze, a nie oglądaniu pielgrzymujemy. Dla człowieka wierzącego perspektywa końca jest przejściem z ciała śmiertelnego, do ciała nieskalanego i zupełnie innej, wspanialszej rzeczywistości: W domu Ojca mego wiele jest mieszkań, gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce (...) A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem i wy byli (Ew. Jana 14:1-3). Nie pokładajmy więc nadmiernego zaufania w rzeczy doczesne i ten nasz wątły "namiot" wiedząc o ile doskonalsze rzeczy Bóg przygotował dla nas w niebie. Na podstawie fragmentów: Ew. Mateusza 10:28 Ew. Łukasza 16:22-23 Poruszane tematy / tagi Boży plan zbawienia dla człowieka Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Zarówno Jezus jak i uczniowie w swoim nauczaniu wielokrotnie odwoływali się do początku- stworzenia aby pokazać Boże działanie i szczególny plan dla człowieka. Jesteśmy jedynymi stworzeniami, o których powiedziane jest, że zostały ukształtowane na obraz Boga oraz że spojrzał Bóg na wszystko co uczynił , a było to bardzo dobre. Bóg od samego początku postawił nas w wyjątkowym miejscu, gdzie mogliśmy spędzać swoje życie w szczęściu, w zgodzie z otaczającymi zwierzętami, bez chorób, dolegliwości, trosk, trudu i znoju. Człowiek złamał jednak jedyny nadany mu zakaz i na zawsze opuścił Eden niwecząc ten wspaniały Boży zamysł, zmierzając w stronę śmierci i wiecznego oddzielenia od Boga. Bóg jednak w swojej dobroci przygotował nowy plan... Na podstawie fragmentów: 1 Księga Mojżesza 1:26-31 1 Księga Mojżesza 2:6-10 1 List do Koryntian 15:21-26 Poruszane tematy / tagi Rozpoznaj Boże dary Posłuchaj... O czym jest to kazanie... On. który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z Nim darować nam wszystkiego (List Św. Pawła do Rzymian 8:32). Bóg pragnie abyśmy poznali jego prawdziwy charakter- szczodrego dawcy. W przypowieści o synu marnotrawnym widzimy postawę brata syna marnotrawnego. Czuje on żal do ojca za to, że choć przez cały czas był mu wierny, trwał i pracował przy jego boku, to nie otrzymał nagrody jaką dostał brat, który przetrwonił swoją część majątku. Możemy czuć współczucie dla niego i gniew w stosunku do ojca, który okazał się niesprawiedliwy, srogi, wymagający i skąpy. W rzeczywistości syn ten nie znał naprawdę swojego ojca- jego charakteru, miłości, cierpliwości i miłosierdzia. Nie śmiał go o cokolwiek prosić ponieważ nie znał swoich praw w domu i nie umiał z nich korzystać. Tymczasem ojciec chciał aby jego dzieci czerpały z tego wszystkiego co on posiada: Synu, ty zawsze jesteś ze mną, i to wszystko, co jest moje, jest też twoim. Taki jest też nasz Ojciec w niebie. On pragnie dla nasz wszystkiego co najlepsze: życia pełnego obfitości, pokoju, radości, bezpieczeństwa, zaopatrzenia, zdrowia, bez smutku i trosk. Gdy nie korzystamy z tego, to jest nasz wybór lub nasza niewiedza. Na podstawie fragmentów: Ew. Łukasza 15:11-32 List Św. Pawła do Efezjan 2:4-6 List Św. Pawła do Rzymian 6:32 Poruszane tematy / tagi Znaczenie słów Jezusa „Wykonało się” Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Powzięty był już u narodzin świata, w ogrodzie Eden, zapowiadany od wieków przez proroków, a wykonany został przez Jezusa Chrystusa na krzyżu. Boży doskonały plan zbawienia człowieka. Czytając wypowiadane tuż przed śmiercią słowa Jezusa: "Wykonało się" często odnosimy je do samej chwili śmierci, a tymczasem jest to świadectwo wypełnienia całej misji jaką powierzył mu Ojciec do realizacji: Ja Cię uwielbiłem na ziemii, dokonałem dzieła, które mi zleciłeś abym je wykonał (Ew. Jana 17:4) oraz Moim pokarmem jest pełnić wolę Tego, który mnie posłał i dokonać jego dzieła (Ew. Jana 4:34) . Ofiara za nasze grzechy została złożona, a Bóg ją przyjął. Skorzystaj z tego Bożego daru łaski. Na podstawie fragmentów: Ew. Jana 19:23-30 Ew. Jana 17:4 Ks. Izajasza 53:3-7 Poruszane tematy / tagi O pokorze Posłuchaj... O czym jest to kazanie... Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Ew. Mateusza 11:29). Pokora jest bardzo cenną w oczach Boga cechą, a jej nauka, choć niekiedy ciężka, może mieć zbawienne znaczenie w kształtowaniu mocnego i prawego charakteru. Biblia podaje przykłady wielu ludzi, którzy odznaczali się szczególną pokorą, Mojżesz, o którym powiedziane jest, że był najpokorniejszym z ludzi lub Jan Chrzcieciel. Objawiało się to w ich całkowitym posłuszeństwu i ufności Bogu. W sytuacji gdy odnosimy w życiu sukcesy łatwo jest odnieść przekonanie o naszej wszechmocy, a przecież "Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje". Dowiedz się jak wiele w Twoim życiu może zmienić kształtowanie tej cennej cechy charakteru. Na podstawie fragmentów: Ew. Jana 1:19-37 Ew. Jana 3:25-30 Ks. Izajasza 66:2 Ks. Przypowieści Salomona 18:12 6:8 List Św. Pawła do Filipian 2:3 Ew. Mateusza 11:29 2 List Piotra 5:5 Homoseksualizm Posłuchaj... O czym jest to kazanie... To kazanie nie ma jeszcze opisu. Być może zechcesz dodać kilka słów od siebie po przesłuchaniu? Poruszane tematy / tagiStrona internetowa jest oficjalną witryną Archidiecezji Przemyskiej przygotowującą wydarzenie beatyfikacji Józefa i Wiktorii Ulmów wraz z ich siedmiorgiem dzieci. Propozycje kazań o Rodzinie Ulmów - Błogosławiona Rodzina Ulmów, Józef i Wiktoria oraz siedmioro ich dzieci Pragniemy, by nasze dzieci wybijały się ponad przeciętność, odnosiły sukcesy w życiu, chcemy, by odnalazły swoje pasje i rozwijały wrodzone zdolności. Zdaniem psychologów, wiele wyjątkowych zdolności można rozpoznać już w wieku 5–6 lat. W jaki sposób? Obserwuj dziecko. Zwracaj uwagę, co lubi robić, jakie czynności świetnie mu idą i sprawiają największą frajdę. Oczywiście zdarza się, że sześciolatek, który rwie się do książek, w dalszych latach życia zarzuca swoje literackie pasje i… odnosi sukcesy w sporcie. Ale to naturalne. Udowodniono, że pielęgnowanie talentów wspaniale wpływa na ogólny rozwój młodego człowieka. To właśnie dlatego dziecku często udaje się potem zabłysnąć (np. w szkole) w zupełnie innej dziedzinie niż ta, na którą wskazywałyby wcześniej odkryte predyspozycje. Psycholodzy podkreślają jednak, że początkowo przejawiane uzdolnienia na ogół rzadko zanikają. Oczywiście pod warunkiem, że dziecko ma szansę rozwijać je przy wsparciu rodziców. Oto 10 talentów, jakie może odkryć i rozwijać Twoje dziecko.
Połączenia Przypowieść o talentach zawiera głęboką lekcję o tym, jak my, jako dzieci Boże, musimy jak najlepiej wykorzystać nasze wyjątkowe dary i zdolności. W Ew. W Ew. Mateusza 25:14-30 Jezus dzieli się tą przypowieścią, aby zilustrować, jak ważne jest wykorzystywanie naszych talentów do pracy — osobistego i duchowegoDlaczego My O nasNasi klienciUsługi Budowanie efektywnych zespołówBadanie zaangażowaniaZarządzanie pokoleniem Y (Millenials Management)Osoby prywatneBlogKontaktEnglish Talenty u dzieci – jak je odkryć? Każdy rodzic pragnie ukierunkować rozwój swojego dziecka w taki sposób, aby nie tylko miało ono szansę odnosić sukcesy, ale też czerpało radość z tego, co robi. Jak odkryć talenty u dzieci? Z pomocą przychodzi Instytut GALLUPa. Czy moje dziecko ma talenty? Kiedy latorośl nie wykazuje żadnych z łatwych do zaobserwowania przejawów talentów, takich jak wyjątkowe zdolności matematyczne, sprawność w sporcie czy umiejętność gry na instrumencie, rodzice stają się zaniepokojeni. Jaką ścieżkę rozwoju wybrać, kiedy dziecko w żadnym z takich obszarów nie jest szczególnie uzdolnione? Niewielu rodziców zdaje sobie sprawę z tego, iż dziecko, które uwielbia zbierać „śmieci” i tworzyć z nich przedziwne konstrukcje, może być obdarzone talentem odkrywczości – niezwykle kreatywnym potencjałem. Nie rozumieją, że „zbuntowany” nastolatek, który nie boi się otwarcie wyrażać swojego zdania, to ktoś z wyjątkowo rozwiniętą pewnością siebie – talentem wpływu, który w przyszłości pozwoli mu być wspaniałym liderem. Zupełnie nieświadomie podcinają skrzydła dziecku z talentem rywalizacji, któremu trudno jest przełknąć gorycz porażki, wmawiając mu, iż musi nauczyć się przegrywać. Czy podobnie postąpiliby, wiedząc, jaki potencjał stoi za pewnymi zachowaniami ich dziecka? Strengths Quest, czyli jak zbadać talenty u dzieci Instytut Gallupa opracował narzędzie, które podobnie jak StrengthsFinder u dorosłych, pozwala na diagnozę potencjału u dzieci w wieku od 8 do 14 lat. Pula wyników obejmuje 10 zestawów naturalnych predyspozycji. Wynik badania pokazuje te 3 spośród nich, w ramach których młode osoby mają najwyższy potencjał do rozwoju. Sam test składa się z 78 stwierdzeń – zadaniem dzieci jest określenie stopnia ich zgodności z każdym z nich. Instyut Gallupa oferuje to narzędzie w formie online jedynie w języku angielskim. W TLnC Global dysponujemy zarówno arkuszami badania w języku polskim, jak i opracowujemy dla naszych Klientów polską wersję raportów. Dokument taki zawiera opis wiodących talentów u dziecka, plan działania dla młodej osoby oraz podpowiedzi dla rodziców, dotyczące wspierania rozwoju ich pociech. Mam wynik. Co dalej? Podobnie jak w przypadku procesu u osoby dorosłej, sama diagnoza talentów u dzieci jest tylko pewnego rodzaju ciekawostką czy drobną wskazówką. Dopiero praca z wykwalifikowanym Trenerem Mocnych Stron™ pozwala na wypracowanie odpowiednich strategii, które umożliwią rodzicom udzielenie dziecku właściwego wsparcia. Co ciekawe, dzieci zwykle są świadome własnego potencjału – rozmowa z coachem jest dla nich utwierdzeniem w tym przekonaniu i zapewnia im pozytywne wzmocnienie. Kluczem do efektywności jest tu praca rodziców z Trenerem Mocnych Stron™ – zarówno świadomość potencjału dziecka, jak i znajomość własnych talentów, pozwala rodzicom na wypracowanie takiego modelu funkcjonowania rodziny, który da każdemu z jej członków przestrzeń do bycia najlepszą wersją siebie. Chcesz odkryć talenty swojego dziecka i przekształcić je w Mocne Strony? Zadzwoń do nas już dziś i dowiedz się, jak możesz wspomóc rozwój swojego dziecka w oparciu o Mocne Strony: +48 22 229 03 34 lub email kontakt@ TagiOstatnie posty"TLnC to pełna pasji firma, posiadająca ogromną wiedzę. Dzięki niej zrozumiałem swoje Mocne Strony i dowiedziałem się, jak mogę zwiększyć liczbę pozytywnych interakcji z innymi. Zdecydowanie polecam usługi TLnC, jeżeli poważnie podchodzicie do samych siebie lub swojego Manager of Groups & Associations / OFFICEMAX NEW ZEALAND LTD. ul. Mokotowska 1 Zebra Tower (8 piętro) 00-640 Warszawa Polandkontakt@ 22 229 03 34Jedyna firma na świecie oferująca Consulting Strategiczny w oparciu o Mocne Strony, przy wykorzystywaniu unikatowego know-how Instytutu GALLUPA, w połączeniu z metodologią 2017 TLnC © All Rights Reserved Kazanie dla dzieci na Uroczystość Najświętszej Trójcy3=1? Jak to możliwe, że trzy Osoby Boże tworzą jednego Boga? W jaki sposób tajemnicę Trójcy Świętej tłum Przejdź do zawartości Zostań Członkiem Talentu Temat miesiąca1. POCZĄTEK2. PLANOWANIE3. PRACOWNICY4. PODATKI5. DŁUGI6. KONKURENCJA7. INWESTYCJE2021StyczeńLutyMarzecKwiecieńMajCzerwiecLipiecSierpieńWrzesieńPaździernikListopadGrudzień2020SAMOPRZYWÓDZTWOPRZYWÓDZTWONASTAWIENIEPOKORAODWAGAPASJA SŁUŻBYZAANGAŻOWANIE W WIĘKSZY CELAKTYWNOŚĆ KONTROLOWANAPOSTAWA OBFITOŚCIAktualnościArtykuły/wideoO nasKalendarz wydarzeń Przypowieść o talentach: Biblia i przedsiębiorcy Przypowieść o talentach: Biblia i przedsiębiorcy Pokaż większy obrazek Przypowieści Chrystusa uczą wiekuistych prawd, jednocześnie jednak udzielają nam niezwykle praktycznych nauk o doczesnych przedsięwzięciach. W Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 25, 14–30) znajdujemy przypowieść o talentach. Tak jak wszystkie biblijne przypowieści ma ona wiele znaczeń. Jej istota odnosi się do tego, w jaki sposób korzystać mamy z Bożych łask. W odniesieniu do świata materialnego jest to opowieść o kapitale, inwestycji, przedsiębiorczości i właściwym używaniu bogactwa i środków gospodarczych. Jest też ona jawnym obaleniem zapatrywań ludzi widzących sprzeczność między prosperowaniem w interesach a przykładnym życiem chrześcijanina. Pewien bogacz przed wyruszeniem w długą podróż przywołał do siebie swych trzech służących. Zażądał, aby podczas jego nieobecności opiekowali się oni jego majątkiem. Krytycznie ocenił osobiste cechy każdego ze sług, tak że dał jednemu z nich pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden — każdemu według zdolności. Po czym wyruszył w drogę. Przed sługami otworzył się świat możliwości dla ich przedsiębiorczości i inwestycji. Ten sługa, który otrzymał pięć talentów został przedsiębiorcą i zarobił pięć następnych. Ten, który otrzymał dwa, postąpił podobnie i zarobił dwa następne talenty. Trzeci sługa, który otrzymał jeden talent, zakopał własność swego pana w ziemi. Kiedy pan powrócił, pierwszy podszedł do niego ten, który otrzymał pięć talentów. „Panie,” — rzekł on — „przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. „Dobrze, sługo dobry i wierny” — odpowiedział pan. — „Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana.” Następnie zbliżył się do pana sługa, który otrzymał dwa talenty. „Panie,” — rzekł on — „Przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Pan nagrodził go w podobny sposób. Wreszcie podszedł do pana ten, który otrzymał jeden talent. „Panie,” — powiedział on — „wiedziałem żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność”. Odpowiedź pana była szybka i surowa: „Sługo zły i gnuśny! Widziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność.” Pan rozkazał odebrać talent leniwemu słudze i dać temu, który miał ich dziesięć. „Każdemu bowiem, kto ma,” — powiedział pan — „będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz — w ciemności; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” Nie jest to przypowieść, którą byśmy często słyszeli z ambony. W naszych czasach wciąż myśli się w kategoriach etyki socjalistycznej, według której przedsiębiorczość i odnoszenie zysku są podejrzane i nie zasługują na pochwałę. Tymczasem owa przypowieść całkiem jasno łączy znaczenia i nauki etyczne z pojmowaniem odpowiedzialności człowieka w sprawach gospodarki. Bliższe spojrzenie Słowo „talent” w omawianej przypowieści ma dwa znaczenia. W węższym znaczeniu oznacza ono jednostkę monetarną o największej wartości dla wszystkich czasów. Biblista John R. Donovan SI podaje, że jeden talent równał się 15-letniemu wynagrodzeniu przeciętnego robotnika. Stąd wiemy, że suma dana każdemu słudze była znaczna. W szerszym znaczeniu pojęcie talent odnosi się do wszystkich darów, jakie Bóg nam dał dla naszego użytku. Definicja ta obejmuje wszystkie dary naturalne, duchowe i materialne. Zaliczają się do nich i nasza natura i dane nam środki — zdrowie, inteligencja i wykształcenie, pieniądze, mienie i szanse. Jedną z prostych nauk wynikających z przypowieści o talentach jest to, że odnoszenie korzyści z naszych zasobów, rozumu i pracy nie jest niemoralne. Co więcej, w przeciwieństwie do osiągania zysków ponoszenie strat, czyli marnotrawstwo bogactwa, szczególnie z powodu braku inicjatywy, jest postępowaniem złym. Chrystusowa przypowieść według św. Mateusza implikuje ówczesne rozumienie właściwego sposobu gospodarowania pieniędzmi. Prawo rabiniczne traktowało zakopywanie pieniędzy jako najlepszy sposób zabezpieczenia ich przed kradzieżą. Jeżeli osoba obdarowana pieniędzmi zakopała je zaraz po ich otrzymaniu, była wolna od odpowiedzialności za nie, cokolwiek by się z nimi stało. Przeciwnie było z pieniędzmi zawiązanymi w chusty. Kto pieniądze powierzone zawiązał w chustę, musiał pokryć straty, poniesione z powodu niewłaściwego dbania o depozyt. Jednak w powyższej przypowieści pan sług całkowicie zmienił rabiniczny sposób rozumowania. Uznał on nieużywanie talentu, a więc transakcję o wyniku zerowym pod względem korzyści, za stratę, gdyż uważał, że kapitał winien przynosić zysk. W tym sensie uznał on, że „czas to pieniądz (lub korzyść)”. Przypowieść ta również zawiera lekcję na temat jak powinniśmy używać zdolności i środków danych nam przez Boga. Według Księgi Rodzaju Bóg dał Adamowi ziemię, aby ten po wkładzie pracy korzystnie jej używał. Podobnie w omawianej przypowieści pan oczekiwał, że jego słudzy szukać będą materialnych korzyści: zamiast pasywnego zabezpieczenia otrzymanych pieniędzy mieli je inwestować. Gnuśność sługi, który otrzymał jeden talent, rozgniewała pana. A więc Bóg nakazuje nam używanie naszych talentów do celów produktywnych. Przypowieść ta podkreśla potrzebę pracy i tworzenia jako przeciwieństwo gnuśności. W poszukiwaniu zabezpieczenia swej przyszłości W ciągu całej historii ludzkości ludzie próbowali tworzyć instytucje, które miały ich chronić przed wysiłkiem i ryzykiem, tak jak próbował tego niefortunny sługa. Wysiłki takie znane są od czasów starożytnych Grecji i Rzymu o rozbudowanych systemach opieki społecznej, aż do totalitaryzmu sowieckiego i do komun luddytów [52] lat 1960-tych. Od czasu do czasu wysiłki te były przyjmowane jako chrześcijańskie rozwiązania problemu niepewnej przyszłości. Jednak w przypowieści o talentach dzielność pierwszego sługi w obliczu nieznanej przyszłości została wynagrodzona poprzez otrzymanie przez niego największej sumy. Zaryzykował on powierzone mu pięć talentów w interesach i przez to zyskał pięć następnych. Byłoby dla niego bezpieczniej zainwestować te pieniądze w banku i zarobić procent od kapitału. Za wiarę w swego pana pozwolono mu zatrzymać to co zostało mu powierzone i to co zarobił oraz zyskał część zadowolenia swego pana. Omawiana przypowieść implikuje moralny obowiązek stawiania czoła niepewności na drodze przedsiębiorczości. Nikt nie jest w tym lepszy niż przedsiębiorca. Dużo wcześniej niż dowie się, czy uzyska coś ze swej inwestycji czy pomysłu, ryzykuje swój czas i własność. Musi wypłacić wynagrodzenia swym pracownikom zanim jest w stanie upewnić się co do tego, czy właściwie przewidział przyszłe wydarzenia. Tworząc nowe przedsiębiorstwo otwiera on przy tym swoim pracownikom drogę do zarobku i do zdobywania kwalifikacji zawodowych. Przypowieść o talentach Dlaczego więc przedsiębiorcy często bywają piętnowani jako niegodni słudzy Boga? Wielu duchownych myśli i postępuje tak, jak gdyby używanie przez biznesmenów posiadanych środków i talentów w celu realizowania zysku było niemoralne, choć w świetle przypowieści o talentach takie nastawienie do ludzi interesu nie powinno mieć miejsca. Leniwy sługa uniknąłby ponurego losu będąc choćby nieco przedsiębiorczym. Gdyby spróbował zainwestować dane mu pieniądze i nawet stracił część inwestycji, nie zostałby potraktowany tak surowo, gdyż wykazałby się działalnością dla swego pana. Przedsiębiorczość a chciwość Religia winna zacząć rozpoznawać w przedsiębiorczości to, czym ona jest — powołaniem. Zdolność osiągania powodzenia w handlu, przemyśle, inwestycjach bankowych itp. jest talentem. Tak jak i innych Bożych darów nie należy go marnotrawić, ale w pełni używać ku chwale Boga. Krytycy często łączą kapitalizm z chciwością. Jednak podstawą natury powołania kapitalisty jest koncentrowanie się na potrzebach konsumentów. Aby osiągnąć powodzenie, przedsiębiorca musi służyć ludziom. Chciwość jest pokusą duchową grożącą wszystkim, bez względu na stan materialny, zawód czy powołanie. Owo określenie zawiera w sobie element proporcjonalności i oznacza nieumiarkowaną lub nienasyconą żądzę materialnego zysku niezależnie od naszej zamożności. Żądza ta jest nieumiarkowana, gdy bierze górę nad moralnymi i duchowymi sprawami człowieka. Przypowieść o talentach bardzo wyraźnie mówi, że bogactwo jako takie nie jest niesprawiedliwe: przecież pan obdarzył jednego sługę większym bogactwem niż pozostałych. Gdy celem używania zdolności przedsiębiorczych jest osiąganie zysku, to nie jest to przejaw chciwości, lecz właściwe użycie talentów. Aby potępić zysk, wielu duchownych faworyzuje różne państwowe redystrybucje i wyrównywania dochodów wśród społeczeństwa. Powszechna opieka lekarska, większe wydatki na cele opieki socjalnej, wyższa stopa opodatkowania bogatych, wszystko to promowane jest w imię etyki chrześcijańskiej. Ostatecznym celem takich redystrybucji jest równość materialna, tak jak gdyby nierówności istniejące pomiędzy ludźmi były z gruntu niesprawiedliwe. A przecież Chrystus nie tak mówi w przypowieści o talentach. Pan powierzył każdemu ze swych sług talenty według ich zdolności. Jeden sługa otrzymał pięć talentów, podczas gdy inny otrzymał tylko jeden. Ten, który otrzymał najmniej, nie zyskał uznania pana z powodu nie wykorzystania tego, co dostał, w przeciwieństwie do pozostałych sług. Z przypowieści tej wynika wniosek, że wyrównywania finansowe lub redystrybucja środków materialnych nie są moralnie właściwe. Indywidualne talenty i środki, które każdy z nas posiada nie są wrodzoną niesprawiedliwością. Nierówności pomiędzy ludźmi zawsze będą istniały. Moralny system to taki system, który potrafi te nierówności rozpoznać i pozwala każdej osobie na pełne używanie swoich talentów. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wykorzystywanie zdolności, którymi zostaliśmy obdarzeni. Naukę płynącą z omawianej przypowieści możemy również odnieść do polityki socjalnej. W istniejącym u nas systemie praca ludzi jest opodatkowana w celu zapewnienia pomocy tym, którzy nie pracują. Często słyszymy, że „nie ma pracy” dla wielu biednych. Jednakże praca zawsze jest. Człowiek z dwiema zdrowymi rękoma może znaleźć pracę za niską stawkę, podejmuje jednak — w naszym systemie pomocy socjalnej — decyzję, że nie będzie pracował. Nasz system pomocy socjalnej zniechęca do pracy i stwarza zachęty do ubiegania się o pomoc — chyba że jest do podjęcia praca, która daje odpowiednio więcej dochodu niż oferuje pomoc państwowa. Bóg nakazuje wszystkim ludziom używanie talentów, które otrzymali, jednak pomimo tego, w imię wsparcia biednych i bezrobotnych, system pomocy socjalnej zachęca ludzi, aby pozwalali zanikać swym wrodzonym zdolnościom, a nawet skłania do ich ukrywania. W powyższy sposób popieramy grzech. Przypowieść o talentach implikuje, że bezczynność lub marnowanie zdolności przedsiębiorczych pobudza gniew Boga. Ostatecznie, trzeci sługa nie roztrwonił pieniędzy swego pana, lecz po prostu ukrył je w ziemi, jak na to zezwalało prawo rabiniczne. Szybkość reakcji jego pana jest więc zaskakująca. Nazwał tego sługę „złym i gnuśnym” i wygnał go na zawsze. Najwidoczniej nie tylko lenistwo sługi ściągnęło gniew na jego głowę; sługa ów przecież nie okazał skruchy, a za swą nieudolność obwiniał pana. Jego wymówką było to, że uważał swego pana za twardego i wymagającego człowieka, pomimo iż ten obdarzył go poważnymi funduszami. Biblista John Meir wyjaśnia: „bojąc się porażki, nawet nie spróbował odnieść sukcesu”. Przypowieść ta również mówi nam coś o gospodarce w ogóle. Pan wyruszył w podróż pozostawiając osiem talentów; po jego powrocie było ich piętnaście, nie jest to więc przypowieść o zysku zerowym. Mimo że jeden zyskuje, inny nie traci. Zysk pierwszego sługi nie zmniejsza możliwości zysku trzeciego, co jest prawdziwe i w dzisiejszej ekonomii. W przeciwieństwie do tego, co niekiedy bywa głoszone z ambony, sukces bogatego nie odbywa się kosztem biednego. Gdyby sługa, któremu się najlepiej powiodło, skrzywdził innych, jego pan by go nie pochwalił. Mądre użycie środków na inwestycje i na zarobek w postaci procentów od kapitału nie tylko jest słuszne z punktu widzenia jednostki, pomaga również innym w gospodarce rynkowej. Jak mawiał John Kennedy: „fala przypływu podnosi wszystkie łodzie”. Podobnie bogactwo narodów rozwiniętych gospodarczo nie powstało kosztem narodów rozwijających się. Przypowieść Jezusa o talentach odnosi się do otwartej i wolnej gospodarki. Często chrześcijanie o lewicowych skłonnościach cytują słowa Jezusa: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Wypowiedź ta przeraziła Jego uczniów i zastanawiali się oni „któż więc może się zbawić?”. Jezus odpowiedział na ich obawy: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe”. Nie oznacza to, że nasz sukces materialny będzie przyczyną niedopuszczenia nas do nieba, ale implikuje to konieczność uporządkowania naszego życia tak, aby sprawy materialne nie zajmowały w nim pierwszego miejsca. Nasza troska odnośnie Boga winna być podobna do tej jaką przejawiali dobrzy słudzy w sprawach swego pana, gdy gospodarzyli dla zysku jego mieniem. Prawdą pozostaje to, że bez względu na wszystkie nasze ziemskie dobra i czyny, polegamy całkowicie na Bogu w uzyskaniu zbawienia. W gospodarce jest inaczej. Tu, by osiągnąć dobrobyt, zależymy prawie całkowicie od przedsiębiorczości, inwestycji i podejmowania ryzyka. Powinniśmy spojrzeć krytycznie na to, w jaki sposób nasza kultura odnosi się do przedsiębiorczości. Prasa zajmująca się gospodarką i finansami wciąż pisze o sukcesach różnych przedsiębiorców. Bohaterem często bywa myślący o przyszłości, dzielny i sympatyczny przedsiębiorca, w pewnym stopniu przypominający wspomnianego sługę, który otrzymał pięć talentów. Jednocześnie jednak część duchowieństwa kontynuuje bronienie i promowanie postaw właściwych leniwemu słudze, który został potępiony przez swego pana. Chrześcijaństwo bywa obwiniane za niepowodzenia socjalistycznych mrzonek. W wielu przypadkach wprowadzeni w błąd lub błądzący chrześcijanie włączali się w budowanie socjalizmu. I tu powinniśmy zrozumieć jeszcze jedną naukę płynącą z przypowieści o talentach. Otóż idee socjalizmu nie są moralne. Instytucjonalizują one potępione zachowanie złego sługi. Podczas gdy Bóg nakazuje twórcze działanie, socjalizm promuje próżniactwo. Gdy Bóg żąda od nas wiary i nadziei w przyszłość, socjalizm oferuje nędzną formę zabezpieczenia bytu. Podczas gdy przypowieść o talentach wskazuje na moralność wolności handlu, inwestycji i zysku, socjalizm temu zaprzecza. Chrześcijanie winni pracować nad zasypaniem przepaści między religią a ekonomią. Przypowieść Jezusa o talentach jest dobrym punktem wyjścia do rozpoczęcia włączania wartości takich jak przedsiębiorczość i moralność wolnego rynku w etykę chrześcijańską. Tłumaczyli Teresa Lovejoy i Jan M. Małek Artykuł pochodzi z książki: Nowak Grzegorz (red.), Moralność kapitalizmu, Instytut Liberalno-Konserwatywny, Lublin 1998, s. 114–123 Przypowieść o talentach — interpretacje [wideo] Przypowieść o talentach to wielowymiarowa opowieść o aspektach ekonomicznych, relacjach międzyludzkich, zaufaniu, zaangażowaniu i osobistej odpowiedzialności za powierzone dary i umiejętności. Oto kaznodzieje, którzy mają talent i ich interpretacje Przypowieści o talentach. Podobnie […] Podziel się wiadomością, poinformuj innych! 26 komentarzy Piękny artykuł, prowadzę własną firmę ponad 20 lat teraz jestem w małym dołku. Przeczytanie tego artykułu „postawiło mnie na nogi”. BÓG ZAPŁAĆ. Przypowieść ta jest bardzo pouczająca, a na dodatek — inspirująca do działania we wszystkich dziedzinach naszego życia. Również w biznesie. Przypomina także o pewnych obowiązkach wobec siebie, bliźnich i wobec Boga:) Potencjał, jaki mamy w sobie, winien być przez nas maksymalnie wykorzystany. Bo to nie przypadek, że mamy talenty.. , przyjdzie więc kiedyś dać odpowiedź, jak je rozmnożyliśmy. Co dobrego się w naszym życiu wydarzyło dzięki talentom danym nam przez Boga. Artykuł bardzo dobry, niemniej mam tutaj pewne zastrzeżenie. Otóż, co byłoby, gdyby pierwszy sługa stracił zainwestowane talenty? Pomimo jego przemyślanych decyzji interes nie wypaliłby. Nie raz przecież zdarza się, że ponosimy porażki. Dla kontrastu, za przykład, można by podać Syzyfową pracę. Cóż po staraniach i dobrych chęciach? Potrzebne jest doświadczenie i pewne umiejętności, a także łut szczęścia. Co sprawia, że jedni odnoszą sukcesy, drudzy nie? Przypowieść o pannach roztropnych i nieroztropnych również nakłania do ostrożności, bo lepiej było oszczędnie i rozsądnie dysponować oliwą, niż zużyć ją całą. Jak zatem żyć? Pani Klementyno, w Biblii nie ma nic o Syzyfie… to są mity greckie, czyli dla nas, chrześcijan, pogańskie. Nie wiem, kim Pani jest, ale przecież żaden przedsiębiorca nie rzuca wszystkiego naraz na szalę, przedsiębiorczość to nie hazard. My mamy działać, tak jak działa Pan Bóg, czyli nie wiedząc, co nam wyjdzie. Ale działając, upodabniamy się do naszego Stwórcy, który przecież też nie wie, czy my się zgodzimy na współpracę z nim. Ale podejmuje działanie i nie poddaje się. Klementyna Juraszczyk 17 czerwca 2011 w 11:49- Odpowiedz Dziękuję Panie Marku za odpowiedź. Wiem, że Syzyf, to przykład z mitów, jednak nie przyszedł mi na myśl żaden przykład z Biblii. Chciałam przedstawić sytuację, gdy starania idą na marne. Co zatem byłoby, gdyby posiadacz jednego talentu, pomimo dobrze zapowiadających się i przemyślanych inwestycji, stracił go? Jaka byłaby odpowiedź Pana? Może taka: „Miałeś tylko jeden talent i go straciłeś, jak zatem miałby powierzyć Ci więcej dóbr? Kto nie sprawdza się w małych rzeczach, nie sprawdzi się i w dużych.… Precz sługo zły i gnuśny”? Ponawiam pytanie pani Klementyny. Co stałoby się, gdyby sługa stracił swój talent? Czy zakopując go miał, złe intencje? Bał się że może go stracić, zgubić, że może zostać okradziony i tym samym przyniesie stratę swojemu panu. Proszę o wyjaśnienia. Panie Marku, oczywiście że Syzyf to postać mitologiczna, jednak jest to symbol pewnej sytuacji i zarazem dobry przykład. A przecież nie wierzę w Syzyfa, więc raczej poganką nie jestem. :> Pozdrawiam. Chyba za trudne pytania stawiacie Panu Markowi chociaż ufam, że jak zwykle ma on jakąś ciekawą odpowiedź. Z drugiej strony przypowieść wydaje mi się kompletna i bez odpowiedzi na powyższe pytanie. W końcu to pisma natchnione/objawione. Starania się i próby rozwijania talentów i talentu wiążą się zawsze z ryzykiem, iść za Chrystusem w pełni zaufać to trudne, ale to decyzja, tak jak i decyzja zakopania talentu. Decyzja podyktowana lękiem, że się nie uda jest złem, lęk jest tu złem bo lęk nie pochodzi od Boga ! On nas stworzył nas na Jego podobieństwo, (wyobraź sobie Boga zalęknionego — naprawdę kuriozalne) więc jeżeli Mu ufasz to idziesz i rozwijasz swoje talenty i nie zadajesz sobie pytania czy się uda czy nie. Nie po to Bóg dał nam talenty, abyśmy ich nie rozwijali czy je pogrzebali. My mamy działać a On w tym nam błogosławi. Można sobie zadawać mnóstwo pytań przez całe życie i tak aż do śmierci nic nie robić, bo a nuż się nie uda. Bóg nie dał ci lęku, ale całe mnóstwo darów, które masz w sobie ale daj sobie szanse z kokona stać się motylem, takim który wspina się na Himalaje i wyżej i wyżej.… pozdrawiam kika Znakomite podsumowanie przez Panią Sobańską zawartych wcześniej komentarzy. Każde nasze działanie oparte na pełnym zaufaniu Bogu a przy tym podejmowane roztropnie przynosi to, co Bóg zamierzył i jest zgodne z Jego Wolą. pozdrawiam Andrzej „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” Ewangelia — to Dobra Nowina o zbawieniu, o Życiu Wiecznym. Pan Jezus głosił ją dla wszystkich. W moim pojęciu talenty są to dary otrzymane od Boga to nie są tylko zdolności to jest wszystko co mamy a skarbem najcenniejszym jest nasza łaska Wiary, Nadziei i Miłości. Naszym zadaniem jest powiększanie tego skarbu przez życie w łasce przez grzech tracimy coś z tego skarbu, ale naszym zadaniem jest ciągłe nawracanie i pomnażanie tego skarbu. Ten który puścił talenty w obieg to tak bez strat? chyba nie raz poniósł stratę innym razem zysk, ale ponosił wysiłek aby zyskać jak najwięcej. W tej przypowieści jest zawarte jasne ostrzeżenie przed gnuśnością i obojętnością wobec głosu Boga, a jednocześnie zachęta do przebojowego zdobywania Nieba. Doskonale koresponduje z przypowieścią o winnym krzewie. Przypowieść o talentach jest inną formą zachęty do nawracania się bardzo obrazową i mocną w swej wymowie. Zawężanie jej tylko jako zachęty do pomnażania zdolności jest dużym uproszczeniem, a może być niebezpieczne dla życia duchowego. W świetle całej Ewangelii zachęca nas do rozwijania zdolności talentów, do świętości i temu służy ta przypowieść, co nie znaczy że przyrodzone talenty należy lekceważyć one wymagają jeszcze większej pracy nad sobą. A współczesne czasy pokazują jak wielu utalentowanych ludzi wykorzystuje swoje talenty, aby obrażać Pana Boga i szkodzić człowiekowi. Chciałbym podzielić się jeszcze jedną uwagą na temat wątpliwości „co by było gdyby któryś ze sług nie pomnożył talentu, ale go stracił”. W Ewangelii św. Mateusza napisane jest: „Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, KAŻDEMU WEDŁUG JEGO ZDOLNOŚCI”. To ostatnie stwierdzenie jest najistotniejsze. Tym który w przypowieści dał talenty jest Bóg. On je dał nieprzypadkowo, ale najpierw musiał zastanowić się nad każdym ze sług i dopiero po dokonaniu ich oceny przydzielił im talenty. Jeżeli Bóg przydzielił trzeciemu słudze jeden talent, to znaczy, że ten sługa posiadał zdolności do jego pomnożenia. Dlaczego więc go zmarnował ? Wg mnie dlatego, że nie zaufał Bogu. Jeżeli nie ufasz Bogu to komu ufasz ? Odpowiedź jest prosta — szatanowi. Mocne słowa, ale nie ma innej alternatywy, albo ufasz Bogu albo szatanowi. On pomimo tego, że posiadał zdolności do pomnożenia (na swoją miarę, przygotowaną mu przez nieomylnego Boga) jednego talentu nie skorzystał z nich i spotkała go za to kara. Ci którzy zaufali Panu otrzymali otrzymali nagrodę! Wydaje mi się, że przypowieść o talentach ma szersze znaczenie niż tylko kreatywne i przedsiębiorcze pomnożenie swoich dóbr materialnych, wykorzystanie swoich możliwości intelektualnych i cech charakteru. Pan Bóg dał każdemu człowiekowi jakiś talent, jednemu dał ich więcej innemu mniej. Problem zdobycia zysków z tych talentów jest wg mnie zawsze sukcesem pod jednym tylko warunkiem — trzeba go uczciwie i mądrze używać, czyli zgodnie z nauką Ewangelii i Dekalogiem. Pomnożeniem i prawdziwym zyskiem z talentu jest dobro jakie ma przynieś właścicielowi talentu (oczywiści tymczasowemu jakim jest sługa, czyli my, słudzy Pańscy) jak i innym ludziom i otoczeniu. Ktoś używając swoich zdolności i majątku pomnaża to dobro, dzieli się nim z innymi np. dając komuś pracę, pomnaża otrzymane dobro od Pana Boga wielokrotnie, Kwestia przypowieści o talentach np. pozornie stoi w sprzeczności z chwalebną postawą bogaczy rozdających swoje dobra potrzebującym i biednym, Ci wielkoduszni ludzie taką postawą zwielokrotnili swój majątek w oczach Pan Boga, gdyż tym czynem pozwolili innym ludziom skorzystać z możliwości, szansy na wykorzystanie swoich talentów. Tylko ci, co dostając jeden talent, boją się, że gdy zaczną z niego korzystać to mogą go stracić lub nic nie zyskać, narażają się na gniew Pana, bo nie wierzą w jego moc i Mu nie ufają , co przekreśla cała ich wiarę w Opatrzność czuwającą nad ludźmi. Siedząc lękliwie w domu i nie korzystając z darów, którymi Pan Bóg nas obdarzył nie pomnażamy dobra, które od Niego otrzymaliśmy, a nie przekazując innym naszego dobra nie dopingujemy innych do takiej samej pracy do jakiej zobowiązał nas nasz Pan. Dla mnie ciekawe w tej przypowieści jest także to,że na końcu słudzy oddali wszystkie swoje talenty Panu. Mnie to uczy tego, że wszystko co posiadamy należy do Boga, nie jest naszą własnością, nawet jeśli we właściwy sposób pomnożymy swoje talenty. Zamożne osoby powinny zawsze o tym pamiętać, by nie popaść w pychę: „o jak wspaniale wykorzystałem swoje talenty, lepiej niż Ci, którzy mieli tylko jeden”. Nieumiejętność wykorzystania talentu przez kogoś nie powinna tej osoby w naszych oczach dyskredytować, powinniśmy jako bliźni spróbować takiej osobie pomóc, jako Ci, którzy potrafili swoje talenty pomnożyć. W moim przekonaniu system socjalny wspierający ludzi, którzy nie z własnej winy zostali pozbawieni środków do życia, na zdrowiu, żywioł zabrał im wszystko, zbankrutowali, bo padli ofiarą oszustw, zostali porzuceni przez współmałżonka mając 3 dzieci, powinien istnieć i zamożne osoby nie powinny przeciwko temu występować. W tych miejscach ćwiczy się nasza miłość do bliźniego, wrażliwość na drugiego człowieka, empatia, chęć dzielenia się bez oczekiwania zwrotu (jak to jest w przypadku pracownika). Pan Jezus powiedział, że „ubogich zawsze wśród was mieć będziecie”, musimy o tym pamiętać, by nie traktować tych ludzi jako nieudaczników, albo słabych w wierze. Zresztą Paweł Apostoł mówił, że słabych w wierze mamy traktować pobłażliwie z cierpliwością i służyć im przez własny, dobry przykład. Tomasz Radwiński 9 października 2012 w 18:08- Odpowiedz Po pierwsze — mamy tu do czyniania z promocją okrucieństwa — na koniec przypowieści nieśmiały człowiek jest uwięziony i torturowany. Po drugie — ten człowiek jest jedynym, który ma mentalność sługi. Czyli jedynym, który pracował na właściwym swoim predyspozycjom stanowisku. I za to został brutalnie potraktowany. We współczesnym świecie tacy ludzie są traktowani dobrze i dożywają sędziwego wieku. Przykład — ukraiński rekordzista długowieczności Hrihorij Nestor, który nie zrobił w życiu nic ambitnego, lecz uczciwie pracował fizycznie na podrzędnych stanowiskach. Po trzecie — przypowieść mówi, jak dwóm zdolnym i śmiałym ludziom tak naprawdę zmarnowano kawał życia. Oni od początku nie powinni pracować jako słudzy! Powinni założyć własne przedsiębiorstwa inwestycyjne, które przyniosą zyski im samym, a nie jakiemuś „panu”. Nawet na koniec przypowieści biedacy się nie usamodzielnili — nadal są podlegli panu, zamiast się usamodzielnić. We współczesnym świecie mamy mechanizmy wykrywania i promocji talentów. Po czwarte — to co jest przedstawione jest całkowicie sprzeczne z profesjonalizmem. We współczesnym świecie profesjonalizm — poświęcenie swojego życia zawodowego zgłębianiu jakiejś dziedziny, żeby być w niej jak najlepszym — jest cenioną wartością moralną, związaną z późniejszym zaufaniem do osób, które postępują profesjonalnie. Ta wartość moralna wymaga, aby działalność rozpoczynać od sprawdzenia predyspozycji (egzaminy wstępne), a następnie przygotowania — edukacji, studiów, a następnie próbnego sprawdzenia się np. stażu, praktyki. W tej przypowieści jest odwrotnie — jakiś Pan, zupełnie ad-hoc każe sługom nagle stać się inwestorami — bez sprawdzenia predyspozycji, bez przygotowania teoretycznego, bez jakiegoś stażu lub praktyki. To, że dwóm się udało, wygląda raczej na szczęśliwy przypadek. Tak się nie powinno robić. A tych dwóch się niech nie cieszy — ich pan lubiący dawać zadania bez przygotowania może następnym razem zażądać tresowania lwów — pierwszy sługa dostanie 5 lwów do tresowania, drugi dostanie 2. Mirosław Piotrowski 1 listopada 2014 w 03:21- Odpowiedz Zupełnie nie przemawia do mnie ta przypowieść. Już mity greckie mają człowiekowi więcej do przekazania. 1. Najpierw Bóg rozdaje ludziom zdolności a potem dopiero postanawia przekazać talenty „według tych zdolności”, czy osoba która dostała mniej talentów nie ma w tej sytuacji prawa czuć się poszkodowaną? 2. Przecież Pan kazał się zaopiekować majątkiem a nie go pomnażać, przynajmniej tak wynika z przypowieści także paradoksem jest że tylko najmniej obdarowany sługa spełnił polecenie Pana. 3. Dlaczego Pan z którym powinniśmy utożsamiać Boga torturuje sługę za dobrze wypełnione zadanie? Nawet jeśli jest z jakiegoś powodu rozgniewany, czy nie powinien okazać miłosierdzia? Poza tym poszukuje przypowieści która wyjaśniała by różnice w wyglądzie zewnętrznym. Zanim ktokolwiek napisze że „nie ma ludzi brzydkich”, niech uważnie przeczyta pytanie. Otóż zastanawia mnie dlaczego niektórzy ludzie są powszechnie uważani za osoby brzydkie (zewnętrznie) i mają z tego powodu pewne niedogodności w życiu (przecież nie mają na to zbyt dużego wpływu, a nie raz żadnego także nie powinno tak być). Zbigniew Sobkiewicz 2 listopada 2014 w 08:23- Odpowiedz Panie Mirosławie, Opera Pan swój wywód na trzech założeniach, które wg mnie są jednymi z przeszkód do spotkania Boga. Pierwsze dotyczy kwestii czucia się poszkodowanym. Jest to obecnie bardzo częsty motyw — jak się z czymś czujemy i nasze prawo do dobrego samopoczucia. Uważam, że mylimy tu skutek z przyczyną. Odczucia są tylko informacją o zgodności (lub jej braku) naszych oczekiwań z realiami. W przypadku źle wykonanej pracy odczucie POWINNO być nieprzyjemne. Dotyczy to nie tylko tej przypowieści, ale i życia codziennego. Problem jest wtedy, gdy niesolidny wykonawca czuje się z tym dobrze. Oczywiście zależy to pod jasności polecenia. Czy Bóg wprowadził w błąd swych służących? Dwóch nie miało z tym problemu, a trzeci mówi „wiedziałem,żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś”. Dobrze więc zrozumiał czego od niego chce Pan. Pańska interpretacja jest naciągana. I trzeci błąd: fałszywe rozumienie miłosierdzia, w którym Boga traktuje się jak głupca. Miłosierdzie nam się ma należeć jak rozkapryszonemu dziecku cukierek. Byśmy się lepiej czuli. Ale tak nie jest. Pan Bóg powierzył zarówno Panu jak i mi swoje skarby — innych ludzi. Jeśli z powodu wygody, tchórzostwa vel lenistwa czy szukania dobrego samopoczucia o nich się nie zatroszczymy, jeśli wybierzemy egoizm a nie miłość, to nie Bóg nas wyda na tortury tylko to my sami odrzucimy Go (polecam przypowieść o bogaczy i Łazarzu). Miłosierdzie Boże jest odpowiedzią na nasze wołanie łaski, a nie na żądanie czegoś co się nam należy. Pozdrawiam :-) Moi drodzy! P. Jezus przekazywał Prawdę właśnie w przypowieściach aby ludzie tamtej epoki zrozumieli w czym rzecz-moźe dla nich wykładnia przypowieści była jasna,jednakźe ja sobie z tym rady nie daję i jeszcze nie spotkałem się z własciwą interpretacją tej przypowieści;po pierwsze to jakimi talentami obdarza nas Bóg skoro skutkiem grzechu pierworodnego zostaliśmy pozbawieni doskonałości tzn talentów‑w nierównym stopniu „coś” kaźdemu z nas zostało z doskonałości pierwszych rodziców-jednemu mniej,drugiemu więcej-ale czy Bóg nas obdarza talentami?po drugie wydaje mi się źe ta przypowieśc ma głębszy sens i nie powinna służyć jako usprawiedliwienie dla przedsiębiorców i innych którzy bogacą się kosztem swoich braci Proszę Państwa, Powstaje pytanie, czy w ogóle Pismo Św. można interpretować w ten sposób jak uczynił to ks. Sirico. Bo np. T. Teluk na portalu Fronda twierdzi, że nie. Również swego czasu na niniejszym portalu p. S. Zatwardnicki stawiał podobne tezy. Czy przedsiębiorcy nie popełniają błędu szukając w Biblii tego co powinni szukać w książkach o biznesie. Swobodne tezy, brak jakiegokolwiek ich uzasadnienia. W moim odczuciu eklektyczne pomieszanie różnych religii — np. buddyzmu z jakąś demonologią. Wydaje mi się sprzeczne z nauka Kościoła / Chrystusa. Pozdrawiam Noworocznie :-) Dziękuję za pozdrowienia. Rzeczywiście w wielu miejscach tekstu „nie nadążyłem” za autorem. Zaciekawiła mnie teza o zupełnej bezsensowności płacenia podatków ale argumentacja jest rzeczywiście dość ekwilibrystyczna. Artykuł w mojej opinii niestety fatalny, przynoszący wiele złego jeśli się w niego uwierzy. Czytając go miałem nieodparte wrażenie, że autor wykorzystuje Pismo Święte do udowodnienia już wcześniej z góry założonych tez, po czym tak się gimnastykuje, żeby słowa z Pisma wpasowały się w jego osobisty światopogląd. W ten sam sposób postępują fundamentaliści różnych religii, gdzie w skrajnych przypadkach święta księga potrafi być uzasadnieniem nawet dla morderstw. Polecam przeczytać interpretację przypowieści o talentach zaprezentowaną przez franciszkanina Richarda Rohra. W niej to trzeci sługa jest bohaterem, a pan wcale nie symbolizuje Boga. Zgodnie z tym co mówi Pismo Święte bogaci nie wejdą do Królestwa Bożego i albo można to przyjąć, albo się bogacić, jednocześnie tworząc koszmarki interpretacyjne jak powyżej dla uspokojenia własnego sumienia. Do pewnego stopnia zgadzam się z autorem gdy mówi o chciwosci , zazdrosci, przedsiębiorczosści, inwestycjach itp natomiast jego krytyka polityki redystrybucyjnej państwa jest po prostu śmieszna i niekompetentna. Nie chcę wchodzić w szczegóły bowiem jest to dyskusja na wiele paneli i konferencji ale najważniejsze jest to, że jest akurat odwrotnie, , że właśnie dobra i celowa polityka socjalna państwa umiejętnie powiązana z polityką fiskalną i budżetową jest właśnie realizacją ewangelii we współczesnych systemach opartych na prywatnej własności i rynkowych zasadach gospodarowania. Nie ma zgody na to aby uznać wnioski z tego artykułu za zgodne z ewangelią. Szanowni Państwo, To, co tutaj jest napisane (o komentarzach nie wspominam, poza tym mądrym Pani Krawczyk), jest zaprzeczeniem tego, co głosi sam Pan Jezus. Ani ów ksiądz, ani piszący poniżej, nie rozumieją słowa Bożego tak, jak rozumie je Duch Święty, ani nie rozumieją w ogóle działania Ducha Św. i samej przypowieści o talentach. Po 1- talenty, które nam Bóg dał, to nasze zwyczajne zdolności uzyskane podczas chrztu św. jak np. talent do pisania, do mówienia, śpiewu itd. To są charyzmaty zwyczajne, czyli nasze zdolności, które odkrywamy dzięki pasjom. Nimi Bóg nas prowadzi do pełnienia tego, co określił jako nasze powołanie, jeśli zechcemy go szukać i pytać o to samego Boga, trwając w łasce uświęcającej i rozeznając Jego wolę z pomocą księdza czy innej kochającej Pana Jezusa osoby, którą nam do tego celu postawił na drodze. Talenty to też, dawane tylko dość pokornym ludziom, i nie dla siebie ani dla własnej chwały czy dla własnej promocji, charyzmaty nadzwyczajne. Jedne i drugie nie są dla nas ani powodem do zazdrości innym, ponieważ są to dary dane dla służenia innym, ale WYŁĄCZNIE DLA CHWAŁY BOGA I WYŁĄCZNIE do służenia nimi ZGODNIE Z JEGO WOLĄ, dla dobra całej wspólnoty kościoła. To jest przede wszystkim zobowiązanie, z którego każdy będzie przez Boga rozliczony. Im ktoś więcej otrzymał, tym bardziej musi służyć innym tam, gdzie Pan Jezus chce. To nie jest miejsce, które sami byśmy brali pod uwagę, ponieważ gdy Bóg objawia rzeczywiście swoją wolę w głównych sprawach, pierwszą reakcją sługi jest: „o nie, tylko nie to!” A za jakiś czas idzie się wypełniać tą wolę i dopiero wtedy poznajemy, że to było miejsce nam przeznaczone w planach Bożych, dopiero wtedy stajemy się szczęśliwi. Jeśli ktoś myśli o tym na początku, jako pierwszy odruch, z entuzjazmem, to zwykle jest to zwiedzenie złego ducha. Coś podobnego, czego chce Bóg, byśmy nie na Jego ścieżkę weszli, ale wywołujące po usłyszeniu tej myśli wielką radość. I to samo pisze tutaj mądry ks. Andrzej Jankoski: „Problem w tym, że każdy wokół siebie wybudował mur egoizmu, przez który trudno się przebić. I jest tak, jak w przywołanym dzisiaj opowiadaniu o człowieku, który szukał pracy dającej mu przyjemność. Takiej pracy dla niego nie było, ponieważ skupiony był na sobie, zapominając o tych, którym ta praca miała służyć”. Otóż to. Ewangelia w każdym calu. Po 2 — Pan Jezus nie głosi Prosperity Gospel, czyli tzw. Ewangelia Sukcesu nie jest Jego, a jest zwiedzeniem złego ducha, od której roi się w New Age i na półkach EMPiK‑u. Ale przede wszystkim mówi o tym WYRAŹNIE sam Pan Jezus, w objawieniach zatwierdzonych przez Kościół Katolicki, które — co istotne — dotyczą każdego wierzącego. Bo Pan Jezus poprosił siostrę Alicję Lenczewską, by „Słowo Pouczenia” przeczytali wszyscy, nie tylko zakonnicy i księża. A co tutaj ważnego mówi? To, co wspomniany wyżej ksiądz: „Pt. godz. 13: 25 Uroczystość Ofiarowania Pana Jezusa. Jeśli ktokolwiek oczekuje, bym przyniósł mu możliwość sukcesu i uprzywilejowania na tym świecie, to niech baczy, aby nie zawiódł się tak jak zawiódł się Izrael oczekujący Mesjasza przynoszącego mu tryumfowanie i potęgę ziemską. I niech baczy, aby nie odrzucił Boga prawdziwego czekając jak Izraelici na boga zrodzonego z nieczystości własnego serca. Amen!”. Dlatego właśnie Pana Jezusa nie rozpoznali niektórzy spośród faryzeuszów i arcykapłanów. Bo nie mieli serc czystych, czyli bez grzechów ciężkich i chętnych na dźwiganie swojego krzyża z zaparciem się siebie. Tylko w takim sercu może zamieszkać w pełni Duch Święty. A skoro u Nich nie mieszkał, to nie mając Ducha Świętego w sercu, nie rozpoznali Oni Mesjasza w osobie Pana Jezusa i Go ukrzyżowali. Niewinnego i bezgrzesznego Boga-Człowieka. Po 3 — każdy dostał tyle talentów, ile jest mu czy jej potrzebne do wypełnienia woli Boga, ni mniej, ni więcej. I tylko do rozeznawania woli Boga i podążania za nią zostały one dane, nie do czynienia czegoś wbrew Bogu. Wynika z tego, że najpierw trzeba rozeznać to, jakie powołanie przeznaczył nam tutaj Bóg. Najprościej o to pytać Jego samego. Po 4 — pieniądze mają służyć przede wszystkim dla dobra innych, zgodnie z rozeznawaniem woli Boga a nie z własną chęcią zrobienia czegoś (Bóg bardziej docenia drobiazg, który jest zgodny z posłuszeństwem Jego woli, czynione bezinteresownie z serca i każdą codzienną zwykłą czynność, do której zapraszamy Ducha Świętego, niż wielkie czyny zrobione z własnej woli. „Wt. Już wielokrotnie mówiłem o grzechu samodzielności. Żyjesz na tej ziemi po to, aby wyzbyć się grzechu samodzielności i nauczyć się dziecięcego oddania wobec Mnie. Każda sytuacja twoja i każde spotkanie z bliźnim jest inne, jeśli świadomie trwasz we Mnie i pragniesz abym Ja był w tobie, i w tej sytuacji, i w tym bliźnim. Nie wolno ci-skoro oddałaś Mi siebie-być samodzielną, to znaczy: bez świadomego jednoczenia się ze Mną stawać wobec czegokolwiek i kogokolwiek. Czy pozwalać sobie na niepoddany Mi przepływ myśli i uczuć, słów i czynów. Nie wolno ci iść sercem czy umysłem za twoimi egoistycznymi pragnieniami, wyobrażeniami, projektami. W ogóle nie powinnaś dopuścić do tego, by coś w tobie powstawało lub docierało do twego wnętrza bez jedności ze Mną. Jest ogromna różnica między tym, gdy spotykasz się z kimś w oderwaniu ode Mnie i objawiasz tylko siebie /swoja słabość, nicość, próżność, pychę itp./, a gdy trwając we Mnie świadomie objawiasz Moją mądrość i miłość. Jest ogromna różnica! I ludzie to widzą, gdy z nimi jesteś. I gorszą się tobą, lub lgną do ciebie, bo Mnie widza w tobie. I za to także ponosisz odpowiedzialność, bo wiedząc, że tak jest niefrasobliwie pomijasz Mnie i samodzielnie czynisz w swym sercu i wobec ludzi tak wiele. Samodzielność jest głównym grzechem człowieka i ludzkości. I Adama i Ewy. I szatana”. Pieniądze i wszystko, co mamy, są nam dane przez Boga w depozyt, dla dobra naszego i tych, którzy nie mają. Tak samo nasze umiejętności. Po 5 — nie zrozumie ani Pana Jezusa, ani prawidłowo Ducha Św. ktoś, kto nie miłuje Boga „całym sercem, duszą i umysłem”, kto żyje przeszłością, zamiast nauczyć się na błędach, kto nie trwa w sakramentach i nie pyta o wszystko Ducha Św., kto nie idzie z Matką Bożą i kto nie potrafi docenić tego, co ma. Wklejam linki do wartych polecenia artykułów na ten temat: b. mądry opis ks. Markiewicza: , , . Zaznaczam też, że Bóg rozumie brak bogactwa przede wszystkim jako nieprzywiązywanie się do tego, co się ma, bycie gotowym oddać te rzeczy potrzebującemu. I posiadanie tego, co niezbędne. Jeśli ks. Piotr Glas ma talent pilota i własny samolot jako narzędzia pracy ewangelizacyjnej, by latać między Wlk. Brytanią a Polską, to Bóg to uzna jako narzędzie pracy i dobrze wykorzystywany talent. Chyba że by to zaszkodziło Jego wierze, ale co do Jego pokory i autentyczności Jego służby nikt nie ma wątpliwości. Więc służy to lepszej możliwości pełnienia woli Bożej i przy okazji wiele dobra uczynił dla naszego kraju na Jasnej Górze i poprzez wykłady dla Ruchu Czystych Serc. Po 6 — Bóg chce, by najpierw rozeznać Jego wolę i chcieć z serca służyć innym, a dopiero z tej postawy wynika zarobek. Nie zysk dla zysku, i to nieraz metodami wbrew Bogu albo handlując produktami, które upowszechniają pogaństwo, New Age czy Halloween, „bo wszyscy tak robią”. Nie, cel nie uświęca środków. Przypowieść jest mało zrozumiała,ponieważ łatwiej byłoby zrozumieć , gdyby jeden zarządca pomnożył talenty, drugi zachował(tu zakopał,ukrył) , a trzeci roztrwonił czy to w całości czy w części. Page load link Ta strona korzysta z plików cookie i usług stron trzecich. Ok Przejdź do góry
Kazanie dla dzieci na VI Niedzielę Wielkanocną(oraz na setne urodziny Jana Pawła II)Tym razem trzy myśli i trzy ważne odpowiedzi, które wypełniają niedzielę
7 września 2015 roku w katedrze odbyła się msza św. w intencji placówek Sternika. Eucharystii przewodniczył abp Stanisław Gądecki. Z małym opóźnieniem otrzymaliśmy tekst homilii. Abp Stanisław Gądecki Błogosławieństwo rozwoju. Eucharystia szkół „Sternika” (Katedra Poznańska – Dzisiaj spotykamy się w Poznańskiej Katedrze na Mszy Świętej celebrowanej w intencji szkół fundacji „Sternik”. Modlą się wspólnie dyrektor, nauczyciele, katecheci, pracownicy szkoły, rodzice i dzieci. Wszyscy razem prosimy Pana Boga o błogosławieństwo na rozpoczęty, nowy rok szkolny, który pragniemy przeżywać w towarzystwie Chrystusowej łaski. Razem z Chrystusem pragniemy bowiem stać się ludźmi mądrzejszymi i lepszymi. Przy takiej okazji chciałbym powiedzieć kilka słów o dobrej szkole. Chciałbym to uczynić zwracając najpierw uwagę na jedną zasadę ogólną dotyczącą każdej katolickiej szkoły oraz trzy wynikające z niej zastosowania szczegółowe. 1. BŁOGOSŁAWIEŃSTWO ROZWOJU Zasadę ogólną katolickiej szkoły przedstawia nam przypowieść o talentach. „Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności i odjechał” (por. Mt 25,14). Głównym przesłaniem tej przypowieści jest obowiązek nieustannego rozwoju uczniaChrystusa. Reflektując nad tą przypowieścią dochodzimy do kilku prostych wniosków: Wszystkie nasze talenty i zdolności są darem Stwórcy a nie owocem naszej zapobiegliwości. Pociechą dla nas jest to, że nikt na świecie nie jest totalnym beztalenciem. Każdy posiada przynajmniej jeden talent (i tylko nieumiejętność rodziców, nauczycieli, albo lenistwo samego ucznia może przyczynić się do tego, że talent ten zostanie zakopany). Rozdzielając ludziom różną ilość talentów, Bóg z pozoru wydaje się niesprawiedliwy, ponieważ sprawia, iż na starcie ludzie znajdują się w sytuacji nierównej. Ostatecznie jednak Bóg okazuje się sprawiedliwym przez to, że od każdego człowieka żąda na końcu tyle samo, tzn. 100% więcej ponadto, czym go na początku obdarzył. Bóg nie żąda od nas rozwijania zdolności, których nie posiadamy. Bóg daje człowiekowi tylko tyle talentów, ile ten jest w stanie rozwinąć swoimi siłami („każdemu według jego zdolności” [kata thn idian dunamin], czyli według posiadanej przez niego dynamiki). Człowiekowi – mawiał Arystoteles – godzi się starać tylko o taką wiedzę, która jest na miarę jego zdolności. Będąc wyposażonym w rozum i wolność, każdy z nas bierze na siebie główną odpowiedzialność za własny rozwój, za swoje zbawienie. Krępowany lub wspomagany przez rodziców i pedagogów oraz otoczenie – niezależnie od stopnia uległości wpływom zewnętrznym – pozostaje głównym sprawcą swego własnego pomyślnego lub niepomyślnego losu. Jedynym sposobem zachowania talentu jest jego stałe rozwijanie (np. ten, kto posiada talent do gry na pianinie, im więcej ćwiczy, tym większą ma szansę na stanie się mistrzem); „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma”). Rozwoju nie da się osiągnąć bez wysiłku i cierpienia („Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując – odkupienia naszego ciała (Rz 8,22-23). Wszystkie nasze talenty mają ostatecznie służyć chwale Bożej („a ja – mówi Chrystus – po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność”). Ostateczną nagrodą za stuprocentowy, kompletny rozwój talentów nie jest wcale odpoczynek, lecz jeszcze bardziej wymagające zadanie („nad wieloma cię postawię”). Tak wygląda – przedstawiona w przypowieści o talentach – generalna zasada dotycząca rozwoju każdego człowieka, nie tylko ucznia. Tę ogólną zasadę dobra szkoła winna realizować w trzech wymiarach. Na płaszczyźnie rozwoju fizycznego, intelektualnego i duchowego. 2. ROZWÓJ CIAŁA Na początku szkoła winna troszczyć się o rozwój fizyczny ucznia. Ciało ludzkie jest bowiem arcydziełem stworzenia w porządku materialnym. Ciało jest warte poszanowania i rozważnej opieki, ponieważ jest przeznaczone do ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią. Praca nad rozwojem zdrowego, sprawnego, silnego organizmu uczy nas tego, że człowiek nie może osiągnąć niczego wzniosłego, bez uprzedniego przebycia ascetycznej drogi wysiłku, który go hartuje i umacnia. Ćwiczenie ludzkiego ciała stanowi – pośrednio – symbol kształtowania ludzkiego ducha. Przecież każdy rodzaj sportu może nieść ze sobą bogactwo takich wartości jak: metodyczne przygotowanie, ćwiczenie odruchów, wyważone zaangażowanie własnych energii, kształtowanie woli, męstwo, kontrolę wrażliwości, wytrwałość, wytrzymałość, znoszenie trudów i niewygód, wstrzemięźliwość, panowanie nad własnymi uczuciami, poczucie lojalności, umiejętność podporządkowania się zasadom, prawość, uczciwość zakazującą posługiwanie się oszustwem, poświęcenie, wyrzeczenie i solidarność, kiedy trzeba pozostać w cieniu dla dobra własnej drużyny, braterstwo, przyjaźń, wierność zobowiązaniom, szlachetność, sprawiedliwość, wspaniałomyślność wobec zwyciężonych, skromność w triumfie, równowagę w razie niepowodzenia. Wszystkie te wartości – choć są ściśle powiązane z rozwojem fizycznym – zapowiadają również całokształt rzeczywistości moralnej. 3. ROZWÓJ INTELEKTUALNY Ale szkoła katolicka zabiega nie tylko o wychowanie fizyczne. Jej zadaniem jest także troska o rzecz daleko ważniejszą, tj. o sprawność intelektualną ucznia. Nad zwiększeniem możliwości intelektualnych ucznia zastanawiano się od starożytności. Wystarczy przytoczyć fragment z rabinackiego traktatu zatytułowanego Pirqe Abot, tj. „Powiedzenia Ojców” (VI, 5). Jest to jedyny traktat Miszny, będący zbiorem opinii nie posiadających charakteru prawnego, pochodzący z okresu drugiej świątyni jerozolimskiej (czyli sprzed 70 roku po Chr.). Traktat ten podaje 48 warunków skutecznego studiowania Prawa Bożego. Warunki te można – w większości – przenieść z powodzeniem na teren każdego rodzaju nauczania. Co zakłada ten traktat? uczenie się słuchanie uporządkowana mowa pojętność serca bojaźń obawa łagodność pogoda ducha czystość kontaktowanie się z mądrymi dyskusja z kolegami dyskusja z uczniami wypoczęty umysł znajomość Pisma Świętego znajomość Miszny niewiele zajęć zarobkowych niewiele związków niewiele luksusów niewiele snu niewiele plotek niewiele kontaktów długie cierpienie dobre serce zaufanie do nauczycieli przyjmowanie karcenia znajomość własnego miejsca zadowolenie z własnego zadania roztropność w rozmowach nie przypisywanie sobie zasług uprzejmość umiłowanie Boga umiłowanie stworzeń umiłowanie sprawiedliwości umiłowanie prawości unikanie zaszczytów nie nadymanie się pychą z racji posiadanej wiedzy ostrożność w wydawaniu rozstrzygnięć wspólne znoszenie ciężarów postrzeganie drugiego w dobrym świetle prowadzenie go do prawdy i pokoju spokojny umysł podczas studiowania pytanie i odpowiadanie słuchanie i dodawanie do tego, co się usłyszało uczenie się w celu nauczania uczenie się w celu wykonania przyczynianie się do tego, by własny nauczyciel stawał się coraz mądrzejszy medytowanie nad tym, co się usłyszało podawanie autora cytatów W procesie kształcenia to nie fakty są najważniejsze. Istota kształcenia intelektualnego nie polega na wpajaniu wiedzy faktograficznej, ale na ćwiczeniu umysłu w dochodzeniu do tego, czego się nie da znaleźć w podręcznikach. Nie osiągnie się tego z pewnością przez uciekanie się szkoły do takich metod jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc z nich ludzi uległych (por. Albert Einstein). W edukacji intelektualnej nie idzie o formowanie ludzi kompetentnych w wąskiej specjalizacji, ale o formowanie ludzi mądrych, czyli dobrych. Człowiek uczciwy bowiem „im więcej się uczy, tym więcej kocha bliźniego. Niegodziwiec natomiast im więcej się uczy, tym bardziej oddala się od ludzi (przysłowie wietnamskie). Ostatecznie jednak los człowieka zależy nie tyle od jego wykształcenia, ile raczej od jego mądrości, czyli od wykorzystania inteligencji, wiedzy i wykształcenia po to, by kochać ludzi. 4. ROZWÓJ DUCHA Poza rozwojem ciała i intelektu, szkoła winna też dbać o trzecią płaszczyznę. Winna troszczyć się o rozwój ludzkiego ducha, bez którego świat nigdy nie będzie bezpieczny. Jej zadaniem jest nie tylko dydaktyka, ale również wychowywanie, czyli „dźwiganie człowieka wzwyż”. Historia II wojny światowej jest tego oczywistym przykładem. Ta katastrofa nie była wcale niespodzianką. Ona była prostą konsekwencją wcześniejszej katastrofy duchowej Europy. Ludzie, którym wpojono zasadę, że prawdą jest to, co przynosi korzyść, chętnie przystali na jeszcze większą korzyść, jaką przynosi kłamstwo. To z powodu zaniedbania osób odpowiedzialnych za życie narodów ludzie zaczęli odnosić wrażenie, że nauka służy do wykorzystywania innych, mównice w parlamencie służą hipokryzji a religia – uspokojeniu sumienia. W ten sposób człowiek, który najpierw był gotów się powiesić, doszedł do wniosku, że lepiej jest wieszać innych (A. J. Heschel). Kopernik uczył, że: „Zadaniem wszystkich nauk szlachetnych jest odciągać człowieka od zła i kierować jego umysł ku większej doskonałości”. Był on bowiem przekonany, że ten, kto nie postępuje zgodnie z mądrym myśleniem, ten zaczyna myśleć zgodnie ze swoim niemądrym postępowaniem. Niestety, co dla Mikołaja Kopernika było oczywiste, dzisiaj stanęło pod znakiem zapytania. Doświadczenia, jakie poczyniła ludzkość w minionym stuleciu zdecydowanie przeczą optymistycznemu przekonaniu o silnej więzi między zdobywaniem wiedzy a postępem moralnym człowieka. Ludźmi zdolnymi do największego barbarzyństwa, winnymi największych ludobójstw w historii ludzkości, tymi, którzy z antropologii, z medycyny, socjologii, historii a także z innych nauk uczynili ślepe niewolnice ideologii okazali się nie tyle niewykształceni prostacy, ile właśnie ludzie wykształceni. Nazizm i komunizm – czyli narodowy i międzynarodowy socjalizm – nie były wcale propagowane jedynie przez psychopatów i prymitywnych nieuków. Przeciwnie, te ideologie miały na swoich usługach całe rzesze ludzi wykształconych. Podobnie też bliższe naszym czasom umysły, w których zrodził się plan systematycznego ludobójstwa na narodzie kambodżańskim były wcześniej kształcone na Sorbonie. Z kolei osoby odpowiedzialne za przygotowanie i przeprowadzenie ataku na World Trade Center kształciły się na wyższych uczelniach Niemiec. „Wychowanie o charakterze wyłącznie technicznym i praktycznym może doprowadzić do tego, że młode pokolenia staną się podobne do ‘ucznia czarnoksiężnika’ – ze znanej opery Paula Dukasa – który to uczeń potrafił wywoływać duchy, ale nie był w stanie nad nimi zapanować. Dlatego formacja, która nie bierze pod uwagę konieczności działania moralnego jest w stanie zniszczyć przyszłość ludzkości” (por. kard. Z. Grocholewski, Osoby konsekrowane i ich misja w szkolnictwie). Dlatego słusznie powtarzała Służebnica Boża, hrabina Zamoyska: „Bez czystości serca – umysł zawsze jest ciemny”. „Wszelka nauka bez wiary służy raczej do paczenia umysłu, niż do kształcenia go; ale jeżeli nauka bez wiary wykoleja umysł, a tym samym sąd i życie całe, to nauka oparta na wierze i jej towarzysząca stokroć pomnaża dobrodziejstwa płynące z wiary”. „Tak społeczeństwa jak i jednostki, które się przykazaniami Boskimi nie rządzą lub rządzić przestają, utrzymują się w stanie barbarzyństwa lub do niego muszą powrócić”. Słusznie powtarzała Matka Teresa z Kalkuty: „Kto nie daje człowiekowi Boga, ten daje mu o wiele za mało”. Gdy z pola naszego widzenia znikają święci, wtedy z oczu jednostek i zbiorowości giną stałe punkty odniesienia tak dla naszego myślenia, jak i dla naszego działania. Dlatego też do pracy z młodymi potrzebni są najlepsi wychowawcy. Najbardziej dojrzali, kochający młodych, gotowi do towarzyszenia młodemu człowiekowi w roli przewodnika i przyjaciela, będący wzorcami osobowymi. Do tego rodzaju pracy potrzeba prawdziwych świadków. Takim człowiekiem był Jose Maria Escriva de Balaguer. „Chcąc uczyć prawdy, pracowitości, przyzwoitości, uprzejmości – trzeba być prawdomównym, pracowitym, przyzwoitym, uprzejmym. W porządku materialnym nikomu nie przychodzi do głowy dawać to, czego nie posiada; jakimże sposobem w porządku umysłowym lub duchowym można by tego dokonać?” (Jadwiga Zamoyska, Myśli wybrane, 65). ZAKOŃCZENIE Na koniec – słowami modlitwy Jana Pawła II – prośmy Boga o dary Ducha Świętego dla wszystkich, którzy poprzez edukację – tak uczący jak i uczniowie – uczestniczą w procesie „dźwigania społeczeństwa wzwyż”. Prośmy Boga: O dar Mądrości, dla lepszego poznania Boga i jego doskonałości. O dar Rozumu, dla lepszego zrozumienia tajemnic wiary świętej. O dar Umiejętności, abyśmy w życiu umieli kierować się zasadami wiary. O dar Rady, abyśmy we wszystkim u Boga szukali rady i ją znajdowali. O dar Męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie oderwały nas od Boga. O dar Pobożności, abyśmy zawsze służyli boskiemu majestatowi z synowską miłością. O dar Bojaźni Bożej, abyśmy lękali się grzechu, który Ciebie Boże obraża.
Przypowieść o talentach. Ewangelia wg św. Mateusza, rozdz. 25, w. 14‑30. Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł
Mt, 5, 1-2 KAZANIE NA GÓRZE 1 Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. 2 Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: BIBLIJNI.pl - Mt, 5, 1-2Ks. Dawid Pietras Gorzów Wlkp. 2010 PRZYPOWIEŚĆ O TALENTACH Jak rozumieć tę przypowieść o talentach? Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że żaden ziemski obraz nie odda dokładnie rzeczywistości niebieskiej, o której mówił Chrystus! Dlatego wydawać by się nawet mogło, że Jezus promuje niesprawiedliwość społeczną, wzbogacanie się bogaczy, a zubożanie biednych! Zapewne zastanawia nas postawa pana, który zabiera jedyny talent swemu słudze. Został jednak pozbawiony daru nie dlatego, że był biedny, ale dlatego, że był gnuśny i bezczelny wobec swego Pana. Nie docenił zaufania, jakie mu dał pan. Nie zrobił nic, by odwdzięczyć się za otrzymany dar. Główna idea tej przypowieści mówi o człowieku, który został obdarzony talentami – DARAMI OD BOGA STWÓRCY! Każdy z nas otrzymał je w pewnej ilości według zdolności, ile jest w stanie w sobie rozwinąć! Odpowiedzialność spoczywa na człowieku za każdy talent. Trzeba jednak podkreślić, że człowiek sam w sobie jest wspaniały! Jest darem, dziełem Boga! Jest odkupiony przez drogocenną Krew Zbawiciela i przez chrzest przywrócony do dziecięctwa Bożego! Każdy z nas ma niepowtarzalną osobowość! Buduje niepowtarzalną i jedyną relację z Bogiem! Człowiek to osoba, która spotyka się z Drugą Osobą – Bogiem! Tyle jest dróg do Boga, ilu jest ludzi na świecie! Nie ma dwóch takich samych ludzi! Każdy więc z nas jest jakby źrenicą w oku Boga! Ma wielką wartość - niepowtarzalną! CZŁOWIEK NOSI W SOBIE BOGA, który mówi: „Ukochałem cię miłością odwieczną”. Człowieczeństwo jest nam nie tylko dane, ale przede wszystkim zadane – jak mówił Jan Paweł II! Oprócz tego więc, że każdy jest kimś wyjątkowym, został obdarzony jeszcze talentami! Tymi, które składają się na nasze człowieczeństwo i tymi, które zdobią człowieczeństwo! Te pierwsze to osobowość, charakter, temperament, intelekt… Te drugie to umiejętności, takie jak na przykład gra na instrumentach! Kard. Ratzinger mówił kiedyś: „Nie jesteśmy przypadkowym i pozbawionym znaczenia produktem ewolucji. Każdy z nas jest owocem zamysłu Bożego. Każdy z nas jest chciany, każdy miłowany, każdy niezbędny”. Z tych słów wynika, że by rozwinąć swoje talenty potrzeba poczucia AKCEPTACJI I MIŁOŚCI? MOŻE TYLKO W TAKIEJ ATMOSFERZE CZŁOWIEK WIDZI SENS ROZWOJU WŁASNEJ OSOBOWOŚCI? Może dlatego wielu spośród ludzi młodych w gimnazjum wciąż chce słyszeć, że ksiądz ich lubi… Kiedy wstawiam jedynkę za brak zadania pytają, czy ksiądz ich jeszcze lubi! Odczytuję tu pragnienie akceptacji i miłości, potrzebne do rozwoju talentów! Kiedy powie się księdzu, że kazanie było dobre, on poświęci kolejnym razem 2 razy więcej czasu na napisanie kolejnego! I podobnie w małżeństwie! Mąż zorganizował wspaniały kilkudniowy wyjazd na długi weekend! Jego żona powie do swych przyjaciół: Widzisz, to dzieło mego męża! Ale mu samemu tego nie powie! A SZKODA! Bo gdyby usłyszał te słowa, z jaką werwą organizowałby kolejny wypad! Spójrzmy, jak wiele od nas zależy! Starajmy się więc stworzyć w miejscach, w których żyjemy atmosferę akceptacji i miłości, potrzebną do rozwoju talentów! A do czego może prowadzić ich rozwój!? Sięgnijmy do przykładów z życia wziętych! Widzimy młodego Karola Wojtyłę, który wspaniale rozwija dary otrzymane od Boga! Dar głębokiej – pewnie można by powiedzieć – mistycznej wiary… Dar osobowości otwartej na potrzeby drugiego człowieka… Dar intelektu i fenomenalnej pamięci… Modlił się, nawiązywał przyjaźnie, uczył się języków… nauczył się hiszpańskiego ze słownika niemiecko-hiszpańskiego, by czytać w oryginale dzieła św. Jana od Krzyża! I w końcu idąc za głosem kapłańskiego powołania został wspaniałym papieżem! Pewien młody człowiek napisał, że JAN PAWEŁ II POKAZAŁ SOBĄ, JAK PIĘKNY JEST CZŁOWIEK! I trzeba dodać, że piękny jest wtedy, kiedy rozwinie swoje talenty otrzymane od Boga… Patrzymy na młodego Józefa Ratzingera i widzimy zapalonego intelektualistę! Kogoś kto otrzymuje talent wspaniałej mądrości, który rozwija, by poznawać Boga i Jego Kościół! Również idąc drogą kapłańskiego powołania – jako jeden z najwybitniejszych teologów – dociera do Rzymu! Zostaje stróżem katolickiej nauki wiary! I w końcu Wikariuszem Chrystusa na ziemi! To również człowiek, który rozwinął swoje talenty! Kościół z nim jest bezpieczny! Co by było, gdyby schowali oni swe talenty w ziemi?! Te postaci pokazują, że warto zainwestować w siebie! Warto być dobrym mężem, dobrą żoną, dobrym księdzem. Warto być dobrym synem, dobrą córką! Warto być rzetelnym pracownikiem… Warto – jak by to powiedzieli młodzi – żyć z klasą! Tylko tacy są dziś słuchani… na przeciętniaków nikt już nie patrzy! Kiedy damy wszystko z siebie, by wypełnić nasze zadania, rozwinąć talenty… u zmierzchu naszego życia będziemy dumni z siebie! I zobaczymy, że nasze talenty wydały owoce! Dobrze wykonana praca daje satysfakcję, trud włożony w wychowanie dzieci daje poczucie spełnienia i szczęścia! Jesteśmy Mistycznym Ciałem Chrystusa jako Jego Kościół, i każdy z tych części stanowi część istotną! Nie ma części niepotrzebnych! Każdy ma jakieś zadanie, jakąś misję w Kościele i w świecie do wypełnienia! Każdy ma jakiś charyzmat, dla budowania wspólnoty Kościoła! Zakopanie go w ziemi osłabia ewangelizacyjną moc Kościoła! Umniejsza jego bogactwo i różnorodność! Są rzeczy, których nikt nie zrobi lepiej od nas! Jest coś, w czym jesteśmy najlepsi, niepowtarzalni! Rozpoznajmy więc swoje talenty i rozwijajmy je w życiu codziennym! Nie zakopujmy ich w ziemi! Niech nasze ukształtowane i piękne człowieczeństwo stanie się wspaniałym darem dla Boga, jaki Mu kiedyś złożymy, a w odpowiedzi usłyszymy z Jego ust: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!”. .